Maroko

Czym kończy się targowanie w Maroku

25 marca 2015
maroko, targowanie sie w maroku, herbata marokańska, miętowa herbata marakańska, taghazout,

Targowanie. Zna je każdy kto choć raz był w krajach arabskich, albo i w Azji. „To część kultury” – powiedzą jedno. „To dla rozrywki” – dodadzą inni. Nie ma się co dziwić, że ludzie siedzący cały dzień przy swoim stoisku chcą się trochę rozerwać i zagadać z klientami.

Podczas szkolenia kulturowo-językowego w Maroku mieliśmy nawet warsztaty z targowania się. Nauczyliśmy się kilka zwrotów i z 1 euro (ok. 10 dirhamów) mieliśmy iść na pobliski bazar i się o coś wytargować. To był chyba mój 3-c dzień w Maroku. Po wielu próbach kupienia szklanki, przekonywania, że owoc opuncji jest wart 1 euro, skończyło się na tym, że kupiłam pumeks ze skały wulkanicznej. Ba! Nawet go gdzieś jeszcze zjadę w domu rodziców. Początki były ciężkie. Nie ukrywam. Czasem to po prostu może denerwować, że o wszystko trzeba się targować a nawet wykłócać. Ale niekiedy może się to ciekawie skończyć.

Podczas ostatniego Bożego Narodzenia dowiedziałam siostrę w Maroku. W Taghazout chodziłyśmy małymi uliczkami i po prostu oglądałyśmy co lokalni sprzedawcy sprzedają. Zaczęło się jak zwykle od jakiejś biżuterii. Marokańczyk do nas zagadał. padły standardowe pytania: skąd jesteście, co u robicie itp. W swoim życiu odpowiedziałam na chyba 1.000 takich pytań. Ale co mi tam. Odpowiem. Skończyło się na tym, że zostałyśmy zaproszone na herbatę do ich sklepiku. Na zapleczu siedział sobie 30-letni Marokańczyk – nomad. Opowiadał jak to jest mieszkać pół roku na pustyni a pół roku na wybrzeżu. Nie miał żony. Powiedział, że jeszcze nie spotkał kobiety nomadki, która tez by podróżowała tak jak on. Do czasu, gdy mu powiedziałam, że sama co rok zmieniam kraj zamieszkania.

targowanie się w maroku, targowanie się, maroko, taghazout

W 2008 podczas mojego kursu arabskiego, trafiłyśmy z 2 Polkami do sklepu z chustami. To moja wielka słabość. Wyznaje zasadę: chust nigdy za wiele. Tego akurat razu stwierdziłam, że będę walczyła z moim chustowym uzależnieniem. Powiedziała, że nic tam nie kupię. Ania (Polka, z którą tam byłam) zdecydowała się targować. Trochę to zajęło, więc dostałyśmy przy okazji herbatę. Z 150 dirhmów zeszła do 70. Ubiła targu. Już miałyśmy wychodzić, gdy sprzedawca zapytał się czy ja czegoś nie kupię. „OK, ale po takiej samej cenie jak ona kupiła”. I tyle było mojej walki z uzależnieniem. Sprzedawca się roześmiał i stwierdził, że byłam bym dobrą żoną. Moim koleżankom zaproponował za mnie 300 wielbłądów. Ot, kolejna wielka okazja, którą odrzuciłam.

Jak się targować efektywnie

Moi marokańscy nauczyciele mawiali tak:

  1. Pomyśl za ile chcesz daną rzecz kupić. Powiedzmy chustę. Powiedzmy 70 dirhamów.
  2. Zapytaj się o cenę. Powiedzmy, że sprzedawca zaoferuje 100 dirhamów.
  3. Zacznij negocjacje od 50, tak żebyście spotkali się na 70, czyli Twojej cenie. Chodzi o to, żeby spotkać się w połowie drogi (ceną, którą jesteś w stanie zapłacić) między tym co chce sprzedawca a tym co Ty oficjalnie zaoferujesz.
  4. I to tyle! Chusta jest Twoja 🙂

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply