Produkty Recenzje

Gdyby mnie okradli w Afryce i straciłabym wszystkie zdjęcia

27 września 2016
Martyna Skura, Tanzania, Zanzibar, Afryka, life in 20 kg

Gdy już zeszłam z Kilimanjaro, odwiozłam moje kompanki Anię i Dorotę na lotnisko, została mi jedna noc w Arushy. Zamiast iść spać przepakowywałam cały mój majdan, piłam piwo Kilimanjaro oraz słuchałam Africa by Toto. Mimo zmęczenia miałam w sobie nadmiar emocji.

Podczas trekingu nie oglądałam zdjęć, bo oszczędzałam baterię. Ale w hotelu to już zupełnie inna sprawa! Wtedy to odkryłam jak Agrey (nasz przewodnik) robił zdjęcia podczas ataku szczytowego. Dobrze, że on był przytomny, bo ja z moimi nudnościami, zmęczeniem i nudnościami, nie miałabym chyba żadnego zdjęcia na szczycie. O takie zdjęcia na przykład:

OLYMPUS DIGITAL CAMERANie pamiętam tamtego momentu. Myślałam, że tylko na sekundę zamknęłam oczy i czekałam na dziewczyny jak wrócą z za skały. A tu okazuje się, że zasnęłam na fladze, między skałami.

Martyna Skura, life in 20 kg, Kilimanjaro, TanzaniaGdy już udało mi się uspokoić emocje i pójść spać, miałam już tylko 4 godziny snu przed wyjazdem do Dar Es Salaam. Tam tylko przejazdem, bo miałam się przesiadać na prom na Zanzibar. Moje upragnione i wyczekane wakacje. Don’t get me wrong! Bardzo lubiłam moją wakacyjną pracę i treking na Kili, ale potrzebowałam odpoczynku a plaże Zanzibaru wydawały się idealnym miejscem.

Martyna Skura, life in 20 kg, Zanzibar, Tanzania Martyna Skura, life in 20 kg, Zanzibar, Tanzania Martyna Skura, life in 20 kg, Zanzibar, Tanzania

Martyna Skura, Zanzibar, Tanzania, life in 20 kg

Podróż autobusem miała trwać 8 godzin od 5.30 nad ranem. Na dworcu nikt nie potrafił mi wskazać mojego autobusu. Nie było żadnej obsługi, za to tłum pasażerów i ja z całym moim 30 kg majdanem na plecach. W końcu ktoś mi pomógł i wsiadłam do mojego autobusu. Trasa miała być planowo pokonana w 8 godzin. Miała…a wyszło 13! Wiedziałam już, że nie zdążę na ostatni prom na wyspę. A już tak chciałam tam być! Gdy się już bardzo długo podróżuje, dopada nas takie długotrwałe zmęczenie, wszystko nas irytuje, mamy ludziowstręt i chcemy juz być w naszym upragnionym miejscu. W takich momentach wystarczy coś bardzo błahego, aby wytrącić nas z równowagi, złamać i przełamać. Dla mnie w tamtym momencie, podczas 13 – godzinnej podróży autobusem, spocona, głodna, spragniona, zmęczona, taką wiadomością był fakt, że muszę zostać w Dar na noc. Pękłam i zaczęłam płakać. Pan siedzący obok mnie bardzo się przejął, zaczął mi szukać hotelu, użyczył telefon abym odwołała rezerwacje na Zanzibarze, pomógł negocjować taksówkę. Wraca wiara w dobro ludzi czasem.

Trafiłam do rudery, bo nie można tego było nazwać hotelem. Ale o tej porze dnia i w lokalizacji portu było to jedyne miejsce. Za noc w hotelu, w którym zastanawiałam się czy ktoś nie wejdzie do mojego pokoju w środku nocy, zapłaciłam 25 usd! Wchodząc do pokoju nie wiedziałam czy bardziej chce prysznic czy piwo. Wybrałam to drugie…

Nastepnego dnia trafiłam na ten prom. Po drodze wyłudzono ode mnie łapówkę za mój bagaż. Udało mi się jedynie zejść z 20 usd do 5. Pewne biuro rządowe w naszym kraju by mnie już mogło ścigać.

Po tych wszystkich przygodach. Nadal zmęczona, poirytowana wizualizuję już sobie te piaski Zanzibaru. I gdy już zamykam oczy aby zdrzemnąć się na promie słyszę polski. Odwracam się a tam jakaś polska para debatuję nad tym, na jakich siedzeniach usiąść. Wiedziałam, że jedno z nich usiądzie obok mnie. Wypadło na chłopaka.

Mówię:”Cześć”

Polak:”O, cześć!”

Po kurtuazyjnej wymianie imion i celów podróży, Marek zapytał:”A czy Ty nie jesteś z tego bloga Life in 20 kg?”. No dobra pokręciła trochę nazwę, bo było tam coś z plecakiem. Ale jest fejm, który mnie wyprzedza. hahaha

Martyna Skura, life in 20 kg, Daleko Niedaleko, Pozytywy Skok

Spotkanie polskich blogerów podróżniczych na Zanzibarze. Ewelina i Marek z Pozytywny Skok i Ewa z Daleko Niedaleko.

Usłyszałam wtedy historię Jak kradnie się w Tanzanii, czyli jak zostaliśmy uprowadzeni i oskubani jak indyk przed świętem dziękczynienia. Cytując Marka:

„Oprócz kasy którą udało się im wyciągnąć postanowili zabrać sobie również nasz aparat, gopro, bank energii oraz telefony. Jak na porządnych złodziei przystało oddali nam kartę ze zdjęciami.”

Pomyślałam sobie, co by było gdyby przytrafiło się to mnie i ukradli by mi moja kartę microSD Action Camera UHS-I U3 Kingston ze zdjęciami?

  • Najpierw pewnie chciałabym ją wyjąć ukradkiem z aparatu. Rozmiary w adapterze to 24 mm x 32 mm x 2,1 mm.
  • Nie używałam jej w GoPro, bo dzień przed wyjazdem zorientowałam się, że moje GoPro 3 nie odczytuje takich dużych kart, max 32 GB. Ta miała 64, zatem używałam jej w aparacie z adapterem. Gdybym jednak miała ją w GoPro to mogłaby ją nawet schować pod język, bo dzięki wymiarom 11 mm x 15 mm x 1 mm jest praktycznie niewidoczna.

sdcac_64gbsp_s_hr

  • Ponieważ jest tak pojemna (64 GB) mogłabym przez ponad 2 miesiące w Tanzanii w ogóle nie zrzucać zdjęć na dysk czy kompa. Wtedy to bym się obudziła z ręką w nocniku. Żadnych zdjęć?!

sdcac_64gbsp_pc_hr

  • Gdy pewnego ranka obudziłam się w drodze na Kili okazało się, że moje GoPro i bateria w aparacie nie działają, tzn bateria przestała działać, bo było za zimno. Dobrze, że miałam zapasowe. Ale kart dała radę, bo można ją przechowywać nawet od – 40°C do 85°C. Zatem wszystkie filmy i zdjęcia ze zdobywania szczytu poszłyby się paść,, gdybym ją straciła.
  • Pomyślałam o tych wszystkich filmach i zdjęciach z safari. W skaczącym jeepie, skacząca ja, obijająca się o krawędzie samochodu lub dach. Za każdym razem wychodziłam z jeepa z siniakami a karta bez szwanku, bo w końcu przygotowana jest na sporty ekstremalne.

Martyna Skura, life in 20 kg, safari, Tanzania, NgoroNgoro, Tarangir, Martyna Skura, life in 20 kg, safari, Tanzania, NgoroNgoro, Tarangir, Martyna Skura, life in 20 kg, safari, Tanzania, NgoroNgoro, Tarangir, Martyna Skura, life in 20 kg, safari, Tanzania, NgoroNgoro, Tarangir, Martyna Skura, life in 20 kg, safari, Tanzania, NgoroNgoro, Tarangir, Martyna Skura, life in 20 kg, safari, Tanzania, NgoroNgoro, Tarangir, Martyna Skura, life in 20 kg, safari, Tanzania, NgoroNgoro, Tarangir, Martyna Skura, life in 20 kg, safari, Tanzania, NgoroNgoro, Tarangir,

Nauczka na przyszłość płynąca od Eweliny i Marka – nie dać się oskubać i okraść.

Nauczka ode mnie – zaopatrzyć się w porządną kartę SD, najlepiej microSD Action Camera UHS-I U3, aby zachować wspomnienia z wyjazdu, jeśli nas nie odkradną. W każdej innej sytuacji karta sobie poradzi, aparat nie zawsze.

Zdjęcia wykonane aparatem Olympus.

 

4 Comments

  • Reply Emilia 17 października 2016 at 15:39

    Cześć Martyna. Jak organizowałaś Safari? Jadę do Tanzanii pod koniec grudnia, powinnam rezerwować wcześniej czy bez problemu ogarnę coś na miejscu? Jadę sama więc zależałoby mi na dołączeniu do grupy aby obniżyć koszty. Może masz jeszcze jakieś wskazówki dla samotnej podróżniczki? 🙂 Z góry dziękuję!

    • Reply life in 20 kg 18 października 2016 at 02:06

      Najlepiej skontaktuj się z jakąś lokalna firma. My korzystaliśmy z Warrior Trails jeśli dobrze pamietam. Dołącz do jakiejś z ich grup. Lepiej skontaktuj sie z nimi wczesniej, ustał termin i park narodowy. Polecam Ngorongoro Baw sie dobrze!

      • Reply Emilia 18 października 2016 at 23:19

        Dziękuję!!! 🙂 BTW po Twojej relacji zdecydowałam się na Tanzanię 🙂 Super zdjęcia i posty!

        • Reply life in 20 kg 19 października 2016 at 02:00

          Super 🙂 bardzo sie cieszę 🙂 udanego wyjazdu. Pisz gdybys miała jeszcze jakieś pytania.

    Leave a Reply