Osobiste Podróże

Gdzie mnie zabrała lekcja biologii o rozmnażaniu ssaków

2 września 2018

Lekcja biologii w podstawówce. Omawiamy rozmnażanie ssaków. W latach 90-tych jako wcześni nastolatkowie o stosunku płciowym wiemy tylko tyle ile sami się dowiedzieliśmy. Nie było edukacji seksualnej. Rodzice też nie przeprowadzali z nami „tych” rozmów.

Rozmnażanie płciowe, bezpłciowe, zwierzęta żyworodne i jajorodne. Jakoś to uczeń potrafił poskładać w całość: pszczółki, pieski, kotki itp. Wtedy na scenę wchodzi kolczatka i dziobak! Samo w sobie już brzmi to egzotycznie. W podręczniku nawet nie było zdjęcia tylko rysunek. Dziobak był brązowy a kolczatka żółta. Polskie nazwy bardzo obrazują ich wygląd: dziobak miał dziób i ogon bobra a kolczatka miała kolce i wyglądała prawie jak jeż. Nauczycielka dodaje, że te dwa ssaki składają jaja. Że co? I że żyją w Australii. Jak na geografii nie było jeszcze o mapie świata, to uczeń nie ogarnia gdzie to jest. Austria? To chyba gdzieś w Europie. Nie, Australia, to na drugim końcu mapy i globusa i jeszcze na dole. Taki (chyba) 12-latek macha na to ręką, olewa „bo i tak tam nigdy nie pojadę”.

Nigdy w końcu nadeszło. Przenosząc się na Fidżi stwierdziłam, że skoro już jestem tak daleko i przesiadkę i tak mam w Sydney a tam znajomych z czasów pracy w Tajlandii, to dlaczego nie zatrzymać się i w końcu nie zobaczyć dziobaka i kolczatki.

Najdłuższy lot życia z Londynu do Sydney trwał 22 godzin i 30 min, z międzylądowaniem w Singapurze. Australia przywitała mnie zimą. A na dodatek pojechaliśmy w góry. Przemieszczając się przez Sydney i Nową Południową Walię miałam wrażenie jak bym odwiedzała kolejny raz Londyn i Anglię, tylko w międzyczasie dosadzono kilka palm.

Góry Blue Mountains zachwyciły.

Winiarnie i degustacja win była kluczowym punktem zwiedzania, który zaplanowali moi znajomi. O tym w szkole nas nie uczono.

Była turystyczna słit focia z Operą w Sydney. Chyba było na geografii.

Ale gdzie ten dziobak i kolczatka?

Wydałam 35 Australijskich Dolarów, aby móc je zobaczyć w Sydney. Nie poszłam do Sydney ZOO, bo interesowały mnie tylko zwierzęta australijskie a nie z całego świata. Te już widziała, na żywo. W okolicach przystani w Sydney w jednym ciągu jest Akwarium, Madame Tussaud i Wild Life.

Staram się być świadomą i odpowiedzialną turystką. Nie mam sprecyzowanego zdania na temat zoo. Nie jest humanitarne, aby trzymać zwierzęta w klatkach w ich nienaturalnym środowisku. Wiele z tych zwierząt nie mogłoby żyć w swoich naturalnych środowiskach. Z drugiej strony, gdyby ich tam nie sprowadzona na samym początku to nie byłoby problemu. Ma to za to duży aspekt edukacyjny. Poniżej w komentarzach możemy o tym porozmawiać.

Koale (nie misie), motyle, jadowite węże i pająki, małe skaczące ssaki wielkości myszy lub chomików. Był też diabeł tasmański, który jest zdecydowanie spokojniejszy od tego przedstawianego przez Warner Bros. Wielki krokodyl. Oczywiście kangury, ale te już widziałam dzikie hasające po polach.

Tymczasem wracając do kolczatki i dziobaka. Kolczatka była na tym samym wybiegu co kangury. Te leżały i się wygrzewały na słońcu. Gdy już obfotografowałam wszystkie kangury zaczęłam szukać kolczatki. Szukam i szukam, bo widzę, że na tabliczce jest napisane, że gdzieś tu musi być. Jest! Biegnie, mała skulona z wystającymi kolcami. Biegnie do rogu, aby się schować w dziurze. Udaje mi się zrobić jej zdjęcie! Wydawałam dźwięki podobne do podekscytowanego dziecka. Zobaczyłam kolczatkę na żywo! Nie była żółta jak w moim podręczniku z biologii, raczej brązowa, ale ważne, że była!

Dziobaka bardziej się naszukałam. Po nazwie zwierzęcia można wywnioskować, że żyje w wodzie. Zatem podążyłam kursem akwarium i zadaszonej części budynku. Idę, idę i widzę tabliczkę z dziobakiem. Jaram się jak gwizdek! Ale dziobaka nie widzę. Szukam przy wodzie, na powierzchni i pod wodą, bo tafla wody przebiegała w połowie szyby, tak aby było widać to co nad nią i to co pod nią. Szukam i szukam i nie ma. Chciała zaczepić jakiegoś pracownika czy ten dziobak tam w ogóle jest. Jakiś przypadkowy turysta powiedział, że te dziobaki tu jednak są, pod kłodą. Patrzę i patrzę i nie widzę. Nagle kłoda się rusza. Jest dziobak! Skitrał się pod kłodą i trudno go było wypatrzeć, wtopił się kolorystycznie w brązowe drewno. Zdecydowanie mniejszy niż sobie to wyobrażałam, ale był brązowy, miał dziób i ogon. Nie pozował jednak chętnie do zdjęć.

Opuściłam Australię z poczuciem osiągniętego celu i niedosytem, że chciałabym zobaczyć więcej dzikiej natury Antypodów. Jako nauczycielka i instruktorka czuję również, że to co robię ma sens, bo po 20 latach nadal pamiętam coś z lekcji biologii z podstawówki. Pamiętam kolczatkę i dziobaka. Mam zatem nadzieję, że moi uczniowie, kursanci i podopieczni pamiętają coś z tego czego ja ich uczyłam.

A co Wam utkwiło w głowie z lekcji w szkole?

 

You Might Also Like

9 komentarzy

  • Reply Madzia WT 4 września 2018 at 09:35

    Do instytucji zoo mam mieszane uczucia. Nie mogę jednoznacznie jej potępić, bo wiele zwierzaków, które tam trafiło nie mogło żyć na wolności. Z drugiej strony trzymanie zwierzaków w klatkach nie jest fajne. Osobiście raczej unikam takich miejsc, choć nie będę kłamać, że zawsze się to udaje. Odwiedziłam Loro Park na Teneryfie, oglądałam występy delfinów, fok, orek i bawiłam się znakomicie! Reflekcja przyszła potem…

    • Reply life in 20 kg 4 września 2018 at 17:32

      Rozumiem mieszane uczucia co do zoo. Te zwierzęta nigdy nie widziały dzikiego życia. Ar te klatki… są jednak parki na świecie gdzie zwierzęta maja dużo więcej przestrzeni.
      Występy zwierząt to już inna kategoria niewoli, bo tresura związana jest z agresja i przemocą wobec zwierząt. Z jednej strony każdy chciałby się przejechać na słoniu ale z drugiej jest to nie etyczne. Wydaje nam się ze to tylko 10 minąłem takich osób jak my jest tysiące.
      Podczas pobytu w Meksyku w naszym hotelu było delfinarium. Czyli mały basen dla 5 delfinów. Przestrzeń do pływania nawet mniejsza niższa gości hotelu. Kiedyś jeden z naszych klientów zapytał się gdzie jest ten normalny basen w którym żyją te delfiny po występach. Gdy usłyszał ze ten mały basenik to jedyny ich basen mina mu zrzedła. Przeraził się jak można strzykać takie zwierzęta w tak małej przestrzeni. One normalnie potrzebują kilometrów do przepłynięcia dziennie a nie 20m… właściciele tłumaczyli, ze wszystkie delfiny zostały uratowane bo były ranne lub chore, ale nam się zawsze wydawało ze jak już sieje wyleczy to mogą wrócić do oceanu a były jednak trzymane cały czas w akwariach. Teraz wszedł nowy przepis w Meksyku, ze wszystkie delfinarium maja być zamknięte.

  • Reply Ewa | Daleko niedaleko 4 września 2018 at 12:51

    Już niedługo też wyląduję w Sydney i też chciałabym zobaczyć dziobaka, bo pamiętam go z lekcji biologii 🙂 mi utkwilo z geografii, że przez siłę coriolisa woda wypływająca z wanny na półkuli północnej kręci się w inną stronę niż na południowej, a to nie prawda 🙂

    • Reply life in 20 kg 4 września 2018 at 17:33

      Pierwszy raz słyszę o tej zasadzie z siła coriolisa! A sprawdzałaś osobiście na obydwu półkulach czy ta zasada działa czy skorzystałam z wyników badań kogoś innego 😉

  • Reply Monika 4 września 2018 at 22:02

    Aż musiałam sobie sprawdzić jak jest dziobak po angielsku, żeby wpaść na to dlaczego cię nazwa zmyliła 🙂 Do tej pory jakoś tej wiedzy nie potrzebowałam 😀

  • Reply MAGDA 8 września 2018 at 12:22

    Ja również liczę, że wkrótce uda mi się zobaczyć dziobaka na własne oczy:) Ale bardziej marzę o pomiąchaniu misia koali za uchem 🙂 Ten z Twojego zdjęcia od razu skradł mi serce:)

    • Reply life in 20 kg 9 września 2018 at 08:16

      Koala to nie miś 😉 I każdy Australijczyk Ci to wypomni 😉

  • Reply Nasz Mały Świat 8 września 2018 at 13:09

    Dobre! Haha, jak tylko będę w Australii to przez Ciebie (a w zasadzie dzięki Tobie), priorytetem dla mnie będzie zobaczenie kolczatki i dziobaka! xD 😀 Świetna historia, ja jakoś nic fajnego na ten moment nie mogę sobie przypomnieć, ale to co Ewa napisała o tej wodzie i sile coriolisa, to ja ze szkoły pamiętam dokładnie to samo! :O

    • Reply life in 20 kg 9 września 2018 at 08:15

      Inżynier z wykształcenia ze mnie a za Chiny Ludowe nie pamiętam tej siły Coriolisa 😉

    Leave a Reply