Tanzania

Jak ogarnąć Afrykę

15 czerwca 2016
IMG_8916

Ledwo wróciłam z Azji a już czas ruszać do Afryki, Tanzanii. Pisałam Wam o moich planach podróżniczych już wcześniej, ale nie wiecie jeszcze wszystkiego…

Praca w Tanzanii

Wyczekany przeze mnie projekt! W 2013, mieszkając jeszcze w Chinach, dostałam ofertę pracy od amerykańskiej firmy właśnie w Tanzanii. Chiński honor nie pozwolił mojemu ówczesnemu pracodawcy skrócić mi kontraktu o 2 dni! Dosłownie o 2! Na dodatek w tym czasie wszyscy wiedzieli, że nie będę już pracować, bo uczniowie mają egzaminy. Ale niestety logiczne tłumaczenia nie przyniosły efektów, mimo że inni nasi wspołpracowników wstawili się za nas i oferowali zastępstwo. Ot różnice kulturowe. Do Tanzanii nie pojechałam.

W 2014 kończyłam kontrakt w Tajlandii. Byłam juz bite 2 lata po za Polską, tęskniłam i byłam zmęczona. Bardzo chciałam zobaczyć bliskich.

W 2015 widziałam, że chcę w końcu tam wyjechać. Firma nadal chciała mnie zatrudnić niestety nie w Tanzanii. Kto pamięta ebolę? A pamiętacie gdzie była epidemia? W Liberii, Sierra Leone i Gwinei, czyli na zachodnim wybrzeżu, jakieś 8 tysięcy km od siebie. Rodzice uznali jednak, że nie będą wysyłać tam swoich pociech. Tym samym nie dostałam tam pracy. Zaoferowano mi Tajlandię, skoro miałam już tak duże doświadczenie w tym kraju.

Nadszedł 2016 i już nie było wyjścia! Tanzania i koniec kropka. Tak się również stało. W marcu podpisałam kontrakt i wiedziałam gdzie spędzę najbliższe wakacje! Wyczekany i wydmuchany wyjazd. Dziewczyna z głównej siedziby firmy wiedząc, że interesuje mnie tematyka kobiet i ich sytuacji w różnych krajach, umieściła mnie w miejscu, gdzie działają organizacje zajmujące się tym tematem. Bardzo brakuje mi pracy z kobietami, tak jak w Gruzji czy Tajlandii. To moje wielkie zainteresowanie, ale niestety w ostatnim czasie nie mogę go rozwijać.

Przez ponad 1,5 miesiąca będę organizatorką i mentorką podczas międzynarodowych obozów młodzieży dla Global Leadership Adventures. Amerykańskiej firmy, która wspiera rozwój młodych liderów. To będzie praca 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Tak jak rok temu. Obudzę się o 6 rano i będę już w pracy, nie wychodząc z łóżka. Nawet zasypiając o 23 będę nadal w pracy, bo a nóż ktoś zapuka do moich drzwi. Podobnie jak rok temu za osobisty cel rozwoju postawiłam sobie pisanie regularnych postów na temat mojej pracy, kraju i kultury. Zatem przeczytacie jeszcze o Masajach, kobietach z tych plemion, kraju, jego kulturze, rozwoju, o tym jak to jest pojechać na kilkudniowe safari, mieszkać na zboczu gór oraz zobaczyć dach Afryki.

Martyna Skura, lifein20kg, Tajlandia, Chiang Mai, Lanna Kingdom

Międzynarodowa część naszego zespołu w służbowym uniformie w Tajlandii

Dach Afryki

Z moją siostrą Anią jesteśmy bliźniaczkami, ale każdy kto nas zna powie, że jesteśmy zupełnie inne. Jednak coś nas łączy: zapał w spełnianiu marzeń i dążenia do celu. W sierpniu 2012 roku jechałam na lotnisko, aby zdążyć na mój lot do Chin, gdzie miałam mieszkać przez następny rok. Nie zapomnę widoku mojej siostry, która stała na chodniku i płakała. Powiedziała:”Ty jedziesz zwiedzać świat a ja tu skisnę”. Mówiła, że też by tak chciała podróżować jak ja. Po roku zmieniła swoje życie o 180 stopni. Rzuciła pracę i przeprowadziła się do Maroka. A resztę już znacie pewnie sami. Teraz podróżuje gdzie chce i kiedy chce. Dogoniła swoje marzenia a czasami je nawet przegania. Kiedyś ona goniła mnie a w tym roku ja ją dogonię. Jak wiecie Ania spełniła swoje największe marzenie rok temu – weszła na Kilimandżaro. W tym roku ta góra zobaczy drugą Skurkę. Mam tę olbrzymią przyjemność i szczęście w tym roku zabrać grupę HollyCow na Kilimandżaro w sierpniu. Niesamowite doświadczenie. Decyzja o moim wyjeździe tam zapadła w marcu. Nie posiadałam się ze szczęścia. Chociaż nie zawsze widać po mnie moje emocje i nieopisane szczęście. Napewno będzie to jedno z najważniejszych doznań w moim życiu. Dodatkowo cieszę się, że będę miała wkład w spełnianie marzeń innych – osób, które tam ze sobą zabiorę.

unnamed1

Radość mojej siostry po wejściu na szczyt Afryki

Mam nadzieję, że wejdę, że góra mi na to pozwoli. Ponieważ jak mawiają górołazi – jesteśmy tylko gośćmi w górach i to one decydują czy na nie wejdziemy czy nie. Ani się udało. O mnie dowiecie się w połowie sierpnia. Napewno będzie to duża próba wytrwałości i charakteru, pokonywania własnych słabości. Największych gór nie zdobywa się siłą mięśni a determinacją. Moja siostra wiele już na ten temat napisała a ludzie płakali. Ja w moich opowieściach jestem dość zwięzła, jak to inżynier. Napewno przeczytacie jeszcze mój post na ten temat 🙂

I teraz już wiecie skąd u mnie to trenowanie, zabieganie, spotkania i pakowanie. Dziś o 14.30 lecę do Tanzanii. Podróż zajmie mi 22 godziny z 2 przesiadkami. Pierwsze 1,5 miesiące spędzę pod Arushą, w pracy dla GLA. Następnie wraz z grupą dzielnych kobiet spróbujemy zdobyć dach Afryki. Nie będzie łatwo, bo nigdy nie jest. Gdyby było to znaczy, że się nie rozwijamy, nie marzymy wielce. Pobyt w Afryce zakończę na Zanzibarze. Ktoś chciałby dołączyć na plażing i relaks? No i oczywiście na nura na przepięknej rafie!

Przygotowania i pakowanie

Zatem ostatnich kilka dni pokój w domu moich rodziców wyglądał jak po wybuchy bomby. To znaczy pakowałam się na 2 miesięczny wyjazd, a w rzeczywistości trzy różne wyjazdy. A jak wiecie po mojej nazwie bloga muszę się zmieścić w 20 kg!

Posty o pakowaniu pisałam już wcześniej. Jak się spakować do Afryki w 10 kg i jak przygotować apteczkę. Tym razem powiem Wam jak to jest spakować się na 3 tak różne wyjazdy. Ci, którzy śledzą mnie na SNAPCHAT: skura.martyna wiedzą jak mi szło pakowanie i przygotowania. Nie są to wszystkie rzeczy jakie ze sobą wzięłam. Tym razem postawiłam na te najistotniejsze przy tym konkretnym wyjeździe.

  1. Lista, lista i jeszcze raz lista. Najlepiej zacząć robić ja już kilka tygodni lub dni przed wyjazdem. Można zapisać w notatkach w telefonie i ilekroć coś nam się przypomni to możemy to szybko dopisać. Przy pakowaniu tylko odznaczamy co już zabraliśmy. Ona i tak nie uchroni nas przed sklerozą. Jak wtedy, gdy na godzinę przed wyjściem z domu przypomniałam sobie, że nie spakowałam latarki czołówki ani koców termicznych. Przerzuciłam wszystko do góry nogami, aby je znaleźć.
  2. Trzy kupki rzeczy: TAK, NIE, MOŻE. Wybrać rzeczy, bez których się nie obejdziemy: paszport, aparat, telefon, ładowarki, pieniądze. Zbędne to na ogół 3-cia para spodni, 4-ta koszulka, czy dodatkowe sandały. U mnie tym razem były to stroje kąpielowe. Chciałam zabrać 3, szybko jednak odrzuciłam 2 z nich. W kupce MOŻE składamy rzeczy, które weźmiemy tylko wtedy, gdy będzie jeszcze miejsce w bagażu. Tym razem było to jedzenie z Polski, takie jak kabanosy. Zmieściły się. A wiecie jak? Poupychałam je w bidony.
  3. Składamy wszystko dokładnie. Pakujemy w przezroczyste worki hermetyczne.
  4. Nie zabierajmy zbyt wielu rzeczy! Na miejscu i tak okaże się, że chodzimy w 2 koszulkach a nie 7, które spakowaliśmy. A z butów używamy tylko japonek. Pewna znajoma podróżniczka wyznaje zasadę: wykładam na podłogę wszystkie rzeczy, które chcę ze sobą zabrać. Biorę do ręki połowę z tego i to pakuje. Pozostała połowa zostaje. Dla mnie priorytetem były rzeczy niezbędne do wejścia na Kilimanjaro. Bez reszty się obędę.
  5. Kulturowo i pogodowo odpowiedni strój. Każdy z moich wyjazdów wymaga czegoś innego. W pracy z lokalną społecznością obowiązuje mnie konserwatywny strój, czyli długa spódnica, koszula z kołnierzykiem, zakryte buty. Na Kilimandżaro potrzebuję 3 różne zestawy ubrań, w zależności od wysokości. Zatem szorty i kurtka puchowa razem z rękawiczkami polarowymi. Mam 2 takie zestawy. Będę musiała dużo ręcznie prać. A na Zanzibar tylko szorty (te same co z wejścia na Kili) i strój kąpielowy. Dobrze, że nie musze własnego sprzętu nurkowego zabierać 😉 Na szczęście namioty dają na miejscu, ale mój stary śpiwór muszę zabrać razem z karimatą i kijkami. Jak to dobrze, że są tacy życzliwi ludzie jak Michał Kochańczyk, którzy służą pomocą, gdy samej nie ma się kijków.
    MArtyna Skura, life in 20 kg, pakowanie, Tanzania, Kilimanjaro, śpiwór, Karimata,

    Śpiwór, który kupiłam jeszcze wyjeżdżając do Gruzji. Przedział temperatur +19 do +2.
    Karimata Bushmen na spanie na wysokościach.
    Kijki od znajomego Michała Kochańczyka.
    Bidony potrzebne w każdej ilości na wyjście w góry.
    Lornetka na safari.

    Martyna Skura, life in 20 kg, Tanzania, Kilimanjaro, ubrania, kurtki

    3 kurtki, każda na inne warunki, wysokość i pogodę.

    Martyna Skura, life in 20 kg, Tazania, Kilimanjaro, ocieplacze, ogrzewacze

    Z opowieści mojej siostry i innych wynika, że temperatura na górze jest ciężka do zniesienia i odmarzają palce u stóp i rąk. Zabieram ze sobą ogrzewacze, które świetnie sprawdziły się w Gruzji.

  6. Ile elektroniki? To dla mnie strasznie wyczekany wyjazd i bardzo wyjątkowy. Będę  w 3 niesamowitych miejscach robić nieziemskie rzeczy. Zależy mi, aby to wszystko uwiecznić. Zatem podczas tego wyjazdu nastawiłam się bardzo na elektronikę, w czym wsparł mnie sklep internetowy frago.pl oraz Kingston. Kart pamięci mam po beret, ma nadzieję, że wystarczą.
    MArtyna Skura, life in 20 kg, pakowanie, Tanzania, Kilimanjaro,

    Zabezpieczenie techniczne na dokumentacje całego wyjazdu wsiera sklep internetowy frago.pl. Mój pierwszy w życiu selfie stick, tripod, pojemny power bank (przyda się na kilka dni po za dostępem do prądu w górach i na safari), podróżny głośnik (wielkości piłki golfowej), wodoodporne etui na iPhona, lampa błyskowa do telefonu i obiektywy.

    MArtyna Skura, life in 20 kg, pakowanie, Tanzania, Kilimanjaro, karta pamięci, Kingston, GoPro

    Podczas wyjazdu będę również testować kartę pamięci do GoPro marki Kingston.

  7. Podróżniczki znają to pewnie z autopsji, ale ilość kosmetyków, którą czasem trzeba ze sobą zabrać, jest zaskakująca. Krem z filtrem UV przyda nam się nie tylko na plażach Zanzibaru, ale również w górach, podczas wejścia na szczyt Afryki. Grunt to pakować małe opakowania. Nigdy nie zużyjemy całej butli żelu czy balsamu. Tym razem biorę małe opakowania, bo każdy gram się liczy.

    Martyna Skura, life in 20 kg, Tazania, Kilimanjaro, Neutrogena, kosmetyki na podróż

    Neutrogena zapewni mi higienę osobistą przez cały wyjazd. Jak najmniejsze opakowania kosmetyków na podróż. Pamiętajcie – wysoko w górach liczy się każdy gram. Wierzcie mi lub nie, ale krem z filtrem na usta też jest potrzebny. Kiedyś boleśnie się o tym przekonałam.

  8. Nigdy nie brałam leków na malarię. Chociaż w Afryce jest ona bardziej niebezpieczna niż w Azji. Mam nadzieję, że spray z 40% deetu i chusteczki nasiąknięte takim roztworem pomogą. Jak nie to zawsze jest jeszcze niezastąpiony Tiger Balm i kremy po ukąszeniach. Zaopatrzyłam się jednak w leki na chorobę wysokościową. To był największy lęk mojej siostry. Ja mam tendencję do migren, więc jak tylko się da złagodzić chorobę wysokościową to ja się na to piszę.
    Martyna Skura, life in 20 kg, Tanzania, Kilimanjaro, Diuramid - leki na chorobę wysokościową

    Diuramid – leki na chorobę wysokościową

    Martyna Skura, life in 20 kg, Tanzania, Kilimanjaro, komary, malaria, repelenty, Afryka

    Repelent z 40% deetem. Chusteczki nasiąknięte repelentem, Stick po ugryzieniu.

  9. Oraz to co zawsze powtarzam osobom, z którymi podróżuję. STAY HYDRATED, pij dużo wody. Nawet jak Ci się nie chce to ją pij. Sama woda niestety nas nie nawadnia, a jedynie wypłukuje elektrolity. Zatem do butelki z wodą warto wsypać opakowanie soli mineralnych, magnez, witaminę C. A jak się nie ma takich specyfików pod ręką to chociaż łyżeczkę soli kuchennej, miód, mięte, cytrynę. Ja zawsze noszę przy sobie saszetki z elektrolitami.

    Martyna Skura, life in 20 kg, Tanzania, Kilimanjaro, sole mineralne, elektrolity, odwodnienie

    Kilka typów soli mineralnych i elektrolitów, żeby się nie odwodnić.

Do tej pory wszystkie te metody się sprawdzały. Zobaczymy jak tym razem wyjdzie, bo jak wspominałam to dość nietypowy dla mnie wyjazd. Skarbnicą wiedzy była moja siostra i jej mąż. Michał Kochańczyk, jako podróżnik i afrykanista, dorzucił swoje porady. Internet, fora, ludzie, którzy tam byli już wcześniej przyczynili się do tego, że teraz w pełnym rynsztunku stoję i jestem gotowa podbić Tanzanię!

Na dzień przed wyjazdem

Obudziłam się o 6 rano ze skurczami żołądka jak podczas sesji egzaminacyjnej na polibudzie. Nawet porannej jogi nie zrobiłam, bo nie mogłam się zrelaksować. Ostatni dzień, akcja pakowanie wszystkiego do plecaka. Ostatnie zakupy. Nie ważne ile mamy za sobą podróży. Stres zawsze jest. Reisebieber lub travelfever. Znajomi i przyjaciele dzwonili i dopytywali czy już jestem gotowa a ja nie potrafiłam odpowiedzieć na pytanie bo właśnie wpychałam nogą ubrania do plecaka. Rodzice chcieli zjeść razem kolację, ja pisałam dla Was tego posta.  I mam tyle myśli, wątpliwości, emocji, które we mnie siedzą. Mogłabym je Wam wypisać tutaj, ale skończyłabym za 2 miesiące. Czy wszystko spakowane? Czy jestem gotowa? Czy mam bilet? Czy mam paszport z przynajmniej 2 stronami wolnymi? Mam akurat ostatnie 4 strony a paszport wyrabiany w grudniu 2010, zatem po Tanzanii muszę wyrobić sobie nowy. I wiele wiele innych. Ale teraz, gdy już nie ma odwrotu pozostaje mi te obawy zostawić w Polsce i wsiadać do samolotu.

….oraz….

Martyna Skura, life in 20 kg, Tanzania, Kilimanjaro, HollyCow, Marek Warmuza

Wyprawę HollyCow przygotował Marek Warmuz o czym pisał rok temu. Logistyk nad logistykami (czekam tylko jak lada moment polecimy na Księżyc albo mój wymarzony biegun). Możecie jeszcze dołączyć do wyprawy. Więcej info na stronie HollyCow.

Wszystkim bardzo dziękuję za pomoc, wsparcie oraz proszę, aby trzymali kciuki! No oczywiście śledźcie mojego bloga, Facebooka, Instagram i Snapchata (skura.martyna).

 

 

 

You Might Also Like

9 Comments

  • Reply MadaTravels 16 czerwca 2016 at 13:51

    powodzenia Martyna !
    czekam na snapy, bo to mój ulubiony sposób śledzenia ulubionych podróżników !

    • Reply life in 20 kg 16 czerwca 2016 at 15:40

      Jak tylko bede miała i trener to beda snapy 🙂

  • Reply Aleksandra 3 sierpnia 2016 at 16:42

    Udanych wyjazdów 🙂

  • Reply Aga z podróżyszczypta 26 sierpnia 2016 at 09:01

    Twarz Twojej siostry na zdjęciu mówi wszystko, słowa są zbędne…
    Powodzenia i wielu wrażeń!

    • Reply life in 20 kg 26 sierpnia 2016 at 10:17

      Udało sie 🙂

    • Reply life in 20 kg 9 września 2016 at 09:42

      Sioras płakała a ja byłam trochę nieprzytomna 😀 ale obydwie dałyśmy radę 😛

  • Reply SunGroup 9 września 2016 at 09:15

    Gratuluję odwagi! Zazdroszczę spełniania marzeń 🙂

  • Reply Jak się przygotować do wejścia na Kilimanjaro? – Life in 20 kg 8 grudnia 2016 at 08:23

    […] jest temat rzeka. Pisałam o tym post jeszcze przed wyajzdem i możecie go tutaj zobaczyć. Generalnie wszystko to co wzięłam na Kilimanjaro się przydało. Miałam akurat […]

  • Leave a Reply