Książki Recenzje

No pasa nada! Nic się nie dzieje. Kobiece oblicze Meksyku, Beata Kowalik [recenzja książki]

1 marca 2020
plaża

 

Do tej pory myślałam, że przez prawie półtora roku mieszkałam w Meksyku. Po przeczytaniu „No pasa nada! Nic się nie dzieje. Kobiece oblicze Meksyku” Beaty Kowalik, zrozumiałam, że wcale nie mieszkałam w Meksyku. Jedynie w wychuchanym, wydmuchanym, otoczonym niewidzialnym kloszem półwyspie Jukatańskim, przeznaczonym dla turystów, w których nawet lokalni mieszkańcy nie są lokalni, a mającym niewiele z ducha meksykańskiego.

okładka książki No pasa Nada

No pasa nada. Nico się nie dzieje. Kobiece oblicze Meksyku. Beata Kowalik

Kolorowy Meksyk, przyozdobiony ponczo, sombrero i czaszkami, które znamy z okładek katalogów biur podróży, to kraj, w którym kobietę ma się za nic, a szanuje jedynie Matkę Boską z Guadelupe. Kraj, w którym językiem urzędowym (hiszpańskim) posługuje się językiem hiszpańskim. Dziewczęta i kobiety mieszkające na prowincji walczą o przetrwanie każdego dnia, robiąc tortille, a edukacja i nauka języka schodzi na najdalszy plan. Dziewczyny wydawane są za mąż w wieku, gdy nie wszystkie przeszły przez pierwsza miesiączkę. Rodzina cieszy się, jeśli dostanie za nie zwierzę. Czasami jest to worek fasoli. Wyłania się obraz kraju do szpiku kości przesiąkniętego maczyzmem i biznesem narkotykowym.

Ogromny podziw budzi we mnie jakość materiału zebranego przez panią Beatę. Dotarła ona do szamanek, uzdrowicielek, emigrantek, aktywistek, zwyczajnych kobiet, Indianek, ofiar przemocy domowej, handlu ludźmi i pracujących w seksbiznesie.

Nie można zapomnieć o spirytualnym obliczu Meksyku, pierwotnych, indiańskich wierzeniach, które przeplatają się z chrześcijaństwem i obrazkami i figurkami Matki Boskiej w każdym domu. Jak głęboko sięga wiara w duchy, uroki, magiczne działanie roślin i grzybów.

Nie przeczytałam książki jednym tchem. Nie dałam rady, nie dlatego, że treść mnie nużyła, ale dlatego, że była tak przerażająca. Rzeczywistość kobiet, ich codzienne oblicze, strach, męki, zmagania z każdym aspektem życia łamały mi serce. Widziałam przed oczami wszystkie Meksykanki, które poznałam: sąsiadkę Juanitę, moją kosmetyczkę, sprzedawczynię w ulubionym sklepiku, kelnerkę w barze, do którego chodziłam regularnie, koleżankę z pracy, sprzątaczkę, w centrum nurkowym. A później nadszedł obraz maczyzmu meksykańskiego z twarzą szowinistycznych kapitanów łodzi, którzy jak jeden mąż mieli kobiety za nic. Przypomniał mi się kolega z pracy, który do rozpuku śmiał się z szowinistycznych dowcipów, które nikogo nie bawiły po za nim. Jednak to nic w porównaniu z tym co przechodzą Meksykanki z dala od Cancun.

Bardzo żałuję, że ta książka nie ukazała się w 2017, gdy wyprowadzałam się do Playa del Carmen. Na pewno zmieniłaby moje postrzeganie tego kraju i przede wszystkim kobiet tam żyjących. Uważam, że absolutnie każdy, kto wybiera się do Meksyku, musi przeczytać tę książkę. Książka również spodoba się osobom zainteresowanym problemami społecznymi i sytuacją kobiet na świecie. Otwiera oczy!

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.