Tajlandia

O pozorach

8 września 2014

Podróże to czas poznawania ludzi i kultur. To czas, gdy doświadczamy wielu rzeczy i nie zawsze mamy czas na ich przetrawienie i przemyślenia. Refleksje przychodzą z czasem.

Przygotowując się do mojej ostatniej prezentacji o Tajlandii w kawiarni Południk 18, przejrzałam wiele moich notatek, starych postów na blogu i zdjęć. tak wiele wspomnień to przyniosło i refleksji z tym płynących.

Jedna z historii, która mi utkwiła w głowie, to jak poznałam pewnego Niemca.

Jak już wiele razy wspominałam, w Tajlandii mieszkałam w Centrum Wszechświata, czyli małej wioseczce na południu. Dziura zabita dechami, jak to się po polsku mówi. Cywilizacja nie zawsze tu docierała. Dopiero po pół roku mojego pobytu postawiono tam bankomat.

Bankomat w Ban Nam Khem! To miejsce już nigdy nie będzie takie samo!

Bankomat w Ban Nam Khem! To miejsce już nigdy nie będzie takie samo! [foto. Laura Mulvey]

I pewnego marcowego dnia otwarto bar. To było wydarzenie! Bar w Ban Nam Khem! Tego świat nie widział. Poszliśmy tam nawet na otwarcie, gdzie bardzo serdecznie nas przywitano i poczęstowano pyszną grillowaną rybą.

Samochód właściciela baru. Te zielone światła zrobione są po butelkach napoju "Mountain Dew".

Samochód właściciela baru. Te zielone światła zrobione są po butelkach napoju „Mountain Dew”.

Bar w Ban Nam Khem.

Bar w Ban Nam Khem.

 

Bar prowadził pewien Niemiec. Wyglądał dość dziwnie, chodził jakoś koślawię i  mówił w bardzo specyficzny sposób. Uznaliśmy, że po prostu jakiś specyficzny Niemiec, który przyjechał na starość do raju, jakim jest Tajlandia. Nic bardziej mylnego. Pewnego razu dosiadł się do nas i opowiedział swoją historię. 26 grudnia 2004, w dzień, którego żaden taj nie zapomni, był w Ban Nam Khem. Przeżył tsunami, ale jego żona Polka i córka nie. Miał połamane kończyny i kręgosłup i mimo to przedzierał się przez wodę, zniszczone domy i ciała ludzi, aby ratować tych, którzy przeżyli. Postanowił nie wracać do Niemiec, tylko zostać tutaj.

W każdej rodzinie z Ban Nam Khem ktoś zginął tamtego dnia. Na naszej ulicy mieścił się duży dom. Mieszkał tam pewien gburowaty Taj. Nigdy się nie uśmiechał, a to dziwne jak na ten naród. Ostatniego dnia mojego pobytu nasz kierowca powiedział nam, że w 11-osobowej rodziny tego człowieka 7 zginęło w tsunami. A ten mężczyzna nigdy się nie pogodził ze swoją stratą.

Podróże kształcą i wzbogacają człowieka. Przede wszystkim w pokorę i nie ocenianie innych ludzi, nie tylko po pozorach. Każdy człowiek ma swoją historię i bagaż doświadczeń, których my nie znamy, ale których nie sposób nam zrozumieć. Otwarty umysł to przepustka do poznania i zrozumienia ludzi i kultury danego kraju.

Zatem następnym razem podczas podróży starajmy się nie oceniać, nie wygłaszać sowich opinii. Słuchajmy i zadawajmy pytania.

Życzę Wam wspaniałych podróży i odkrywania ludzi i kultur.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply