Tajlandia

O tym co nas cieszy w Tajlandii

28 lutego 2014

Zacznijmy od tego ze nasza wieś jest mała. Nawet bardzo. Jest znana z 2 rzeczy: jedna z najbardziej pokrzywdzonych okolic przez Tsunami w 2004 oraz prom na jedna z popularnych wysp turystycznych odpływa z naszego nabrzeża.

Jesteśmy tutaj praktycznie jedynymi obcokrajowcami i życie nocne w obrębie tej wsi ogranicza się do naszego domu. Zatem nie jest ono dość bujne. Najbliższy bar jest jakieś 30 min drogi samochodem, a klub, żeby potańczyć jakieś 2,5 godziny.

Jest tego wiele plusów: możemy lepiej poznać kulturę tego kraju i język (chociaż to bardzo trudne) oraz żyć z dala od tej turystycznej Tajlandii. Czasem jednak wybieramy się na sernik lub cappuccino a może i pizze do innego miasta. Ale zdarza się to raczej od wielkiego dzwonu. Na ogół spędzamy czas w naszym centrum wszechświata.

Ponieważ niewiele się tu dzieje, sami staramy się dostarczyć sobie rozrywkę. Jak na przykład: wieczorki quizowe albo filmowe. Czasem jakieś warsztaty artystyczne, szczególnie przed świętami robiliśmy dużo ozdób.

Handmade ozdoby choinkowe

Handmade ozdoby choinkowe

Handmade ozdoby choinkowe

Handmade ozdoby choinkowe

Efekt naszej wieczornej artoterapi

Efekt naszej wieczornej artoterapi

Nauczyliśmy się również cieszyć z małych rzeczy i je doceniać. Stąd wzięło się „100 happy days”, ale o tym później.

Jedną z rzeczy, która nas tu cieszy są markery do pisania na białej tablicy w kolorze zielonym (mój ulubiony), filetowym czy różowym. Albo długopis 4 kolory w jednym! Każdy chce taki mieć. Zakupy w sklepie z materiałami biurowymi ta jedna wielka frajda.

zdjęcie 3 zdjęcie 4

Jesteśmy świadomi, ze to dość nietypowe rozrywki, ale to jedyna na jakie możemy sobie pozwolić. Ostatnio znajoma, która opuściła już nasza bazę i obecnie mieszka w innym regionie Tajlandii, opowiadała nam historie ze swojej nowej pracy. Wieczorem spotkała się ze sowimi współpracownikami, cala szczęśliwa i wyjęła kartonik plasteliny i cieszyła się ze będzie mogła się zintegrować z nowymi znajomymi. Ci natomiast spojrzeli się na nią niewymownie i powiedzieli „Wiesz, my mamy tutaj bary…”. Prawda jest taka, że nie sztuką jest pójść do baru, wypić kilka piw i się integrować. Sztuką jest mieć znajomych i przyjaciół bez dużej ilości alkoholu. Mówię dużej, bo i my pijemy piwo lub dwa wieczorami.

Brzmi to dość śmiesznie i czasem sami sobie z tego żartujemy, ale jest to nasza rzeczywistość. Możemy albo narzekać na własne Zycie w tej wsi albo się z niego Cieszyc. Ja osobiście wybrałam ta drugą opcję i bardzo się z tego cieszę J Zatem o takiej innej trochę Tajlandii będę Wam teraz opowiadać. Będzie śmiesznie, poważnie i tak z przymrużeniem oka 😉

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply