Gruzja Osobiste

Stabilizacja? Czy to praca na etat, od 9 do 17:00?

22 lutego 2015
Gruzja, Kazbegi, Kazbegi zimą, Martyna Skura, blog podróżniczy

To chyba mój najbardziej osobisty wpis do tej pory.

Ostatnio w radiu Czwórka podczas mojej audycji o podróżach (tutaj możecie posłuchać), jeden ze słuchaczy zapytał mnie jak to jest, że nie czuję potrzeby ustabilizowania się i założenia domu, czy nie męczą mnie takie moje podróże?

Wierzcie lub nie, ale takie pytania dość czego dostaję mailem, przez Facebooka czy osobiście.

Stabilizacja – co to jest?

Czy stabilizacja to praca na etat, od 9 do 17:00? Czy to mieszkanie na kredyt, mąż, dzieci, pieluch czy szkoła? Z tym wielu utożsamia tzw. „stabilizację”. Co dla pająka jest stabilizacją dla muchy jest chaosem. Dla mnie życie w różnych krajach, nienormowany czas pracy jest dla mnie stabilizacją. Czułam się bardzo bezpiecznie i stabilnie pracując w Tajlandii i czy zaczynałam pracę o 6 rano i jechałam czyścić żółwie morskiej z kupy, albo organizowałam art-terapię dla dzieci niepełnosprawnych. To były dla mnie codzienne czynności. Bardzo często się też zmieniały, bo udoskonalaliśmy nasze projekty i raz była to praca z uchodźcami innym razem z kobietami tkającymi torby na krosnach. Raz pracowałam w tygodniu a raz do późna wieczorem. „Możesz tak, bo nie masz rodziny” – pewnie niektórzy powiedzą. Na pewno. Ale to mój wybór. Jedni wybierają życie rodzinne z kredytem „rodzina na swoim” inni wybierają życie w tajskiej chatce lub gruzińskich górach.

Kiedy w końcu pójdziesz do normalnej pracy?

A jak to jest normalna praca? Korporacja, własny biznes, komputer przez 8 godzin dziennie? Ci właśnie ludzi mówią, że mi zazdroszczą mojego stylu życia, że też by chcieli.

Inni wypominają, że nie mam „normalnej” pracy. Najważniejsze, żeby w życiu robić to co się lubi. I ja własnie robię i mi jeszcze za to płacą. Co z tego, że to „nienormalna” praca. Podróżuję, spotykam ciekawych ludzi, pojawiają się nowe szanse, które staram się chwytać. Czy każdy z nas może powiedzieć, że jest w swojej pracy szczęśliwy? Ilu z ans już wiele razy chciało powiedzieć „Mam to gdzieś, odchodzę, zmieniam swoje życie” i rzeczywiście to zrobiło? Mi się udało. Nie było łatwo, nie obeszło się bez wyrzeczeń, ale gra była warta świeczki.

Czy jest ciężko nie mieć domu

„Tam dom Twój, gdzie serce Twoje”. Moje serce jest zawsze ze mną a mój dom tam, gdzie akurat mieszkam. Gdy w Gruzji poznałam Clinta i zadałam mu pytanie „Gdzie jest Twój dom?” Powiedział: „Tutaj, bo tu teraz mieszkam.” Na początku się dziwiłam, ale z czasem to zrozumiałam. W Gruzji zajęło mi 2 miesiące, aby dotarło do mnie, że tam mieszkam i to jest teraz mój dom. Za każdym kolejnym razem jest łatwiej. W Chinach mieszkanie na WenSan Rd w Hangzhou było moim domem od pierwszej chwili, gdy tam weszłam. W Tajlandii sypiący się dom z cieknącymi rurami był domem przez 2 tygodnie. Później na szczęście się przenieśliśmy do nowego, odremontowanego domu. Całym, kilkuosobowym, zespołem go urządzaliśmy. Rozpakowywaliśmy kartony. To był nasz tajski dom.

Ja mam dom. Na rok. Później go zmieniam. Nie kupuję stołu. Nie zawieszam firanek. Mam kilka drobnych rzeczy, które zawsze ze sobą mam: zdjęcia, które wieszam na ścianie, 2 ulubione łyżeczki z Chin, lampka nocna z Tajlandii.

Brak stałego adresu zamieszkania jest też fakt, że do tej pory nie poczułam w żadnym miejscu „Tak, to jest miejsce, gdzie chcę mieszkać na dłużej, osiedlić się”. Nie była to Gruzja ani tym bardziej Chiny. W Tajlandii może bym została dłużej, ale nie było za mną Clinta.

Czy jestem samotna

Nie. Najważniejsze przez te lata co dały mi podróże to pokrewną duszę. Miałam to szczęście, że poznałam ją w gruzińskiej marshrutce. Kto by się spodziewał? Mimo, że nie widzieliśmy się od września, bo nadal czekam na swoją wizę imigracyjną do USA, to nas nie zniechęca i nie oddala od siebie. Gdy mieszka się blisko rodziny i znajomych, w kraju który się zna i mówi lokalnym językiem, jest łatwiej borykać się z trudnościami losu. Jak się skończą pieniądze zawsze można wrócić do rodziców. Żyjąc na obczyźnie nie ma się takiego luksusu. Doły i trudne chwile zdarzają się częściej i czasem nie ma nawet z kim o tym porozmawiać. Wezwanie hydraulika staje się wyzwaniem nie mówiąc już o zainstalowaniu internetu w mieszkaniu. Ale dzięki temu, że w takich momentach byliśmy razem, ten związek ma naprawdę silne podstawy. Były chwile, gdy mogliśmy liczyć tylko na siebie. Były też kłótnie, które musieliśmy się nauczyć rozwiązywać, bo nie można tak po prostu trzasnąć drzwiami, pojechać do rodziców czy przenocować u znajomych. Ich tam po prostu nie ma.

Paradoksalnie też zbliżyłam się z moją rodziną. Moja siostra jest ostatnio najbliższą mi osobą, a uwierzcie mi, że tak nigdy nie było. Liczba moich znajomych i przyjaciół w Polsce się uszczupliła, ale to nawet na dobre wychodzi. Ci co zostali są prawdziwymi przyjaciółmi i bliskimi. Zamiast rozmieniać się na drobne, skupiam się na osobach, na których mi zależy.

Czy będę zawsze prowadzić taki styl życia? Czy będę miała kiedyś dzieci? Czy kupię kiedyś stół? Czy mi się to znudzi? Nie wiem. Ale jest mi dobrze z tą niewiedzą. Daje mi to siłę i energię na działanie, szukanie okazji i kreowanie swojego życia, nie czekanie na coś aż się zdarzy, po prostu to robię!

You Might Also Like

16 Comments

  • Reply Kinga / FloatingMyBoat 22 lutego 2015 at 20:10

    Nie chcesz stołu z IKEI?!?!?! 🙂 Pamiętam, jak o tym rozmawiałyśmy na Wachlarzu.. ;-D

  • Reply 365dniwobiektywielg 22 lutego 2015 at 20:39

    Tez czasami się zastanawiam czy być bardziej stabilnym czy rozwiązłym.

    • Reply life in 20 kg 22 lutego 2015 at 20:40

      Nie wiem jaką rozwiązłość masz na myśli, ale chyba zawsze trzeba podążać za swoimi marzeniami i nie robić czegoś wbrew sobie.

      • Reply 365dniwobiektywielg 22 lutego 2015 at 20:43

        Masz racje, ale ktoś mi kiedyś powiedział nie samymi marzeniami się żyje. Ale czy miał racje do dziś nie umiem na to odpowiedzieć.

        • Reply life in 20 kg 22 lutego 2015 at 20:47

          Wiesz, można by ty cytować sprzeczne wypowiedzi w style ‚w życiu chodzi o to żeby zmieniać marzenia we wspomnienia’. Ale przecież nie o to chodzi, aby udowadniać że ma się racje czy nie. Jak ktoś chce spełniać swoje marzenia to to robi, jak nie to nie.

  • Reply wiola.starczewska 22 lutego 2015 at 20:52

    Chodziłam dziś po pchlim targu i w sumie to żałowałam, że nie mam domu, do którego mogłabym zwozić cukierniczki, czajniki, świeczniki i pocztówki z lat 70. chciałabym sobie tak urządzać mieszkanko artefaktami z podróży, aż wyglądałoby jak bar w Budapeszcie. Więc mi tam czasem smutno, że tak na walizce jestem…

    • Reply life in 20 kg 22 lutego 2015 at 20:56

      Wiesz, czasem mam takie samo uczucie. Nawet czasem się na coś skuszę, a później się zastanawiam co ja z tym zrobię i koniec końców kończy to w domu moich rodziców 😉 swoja droga staram się zawsze koeć coś ze sobą, takżeby czuć się ‚jak w domu’. Ale coś za coś. Czasem musimy wybrać między ‚mieć ciastko a zjeść ciastko’. Jak na razie wybieram niestabilne życie.

  • Reply Cezu 23 lutego 2015 at 01:04

    Stabilizacja jest pojęciem względnym, dla jednych jest pracą w korpo dla drugich podróżowaniem po świecie a dla trzecich zarywaniem nocy w garażu przy starym rupieciu. Ważne jest tylko żeby kochać to co się robi i wkładać w to całe swoje serce. Ile ludzi tyle wersji „stabilizacji”. A to że dla większości jest to praca po 8 godzin? To znaczy że większość żyje tak jak większość chce żeby żyli a nie tak jak oni chcą. No chyba ze naprawdę to lubią 🙂

    • Reply life in 20 kg 23 lutego 2015 at 13:48

      Są pasjonaci pracy w korpo (ponoć jest taka legenda ;)) albo ludzie kochający księgowość. I jest tak jak mówisz, jeśli to kochają to chwała im za to i niech nic nie zmieniają. Ale jeśli ludzie żyją tak jak inni chcą aby żyli, to już trzeba się zastanowić nad priorytetami: co ludzie powiedzą czy to moje życie i będę z nim robił/a co chcę.

      • Reply Cezary 23 lutego 2015 at 15:09

        Dla większości życie to wyścig szczurów który rozpoczyna się już w szkole i kończy dopiero na emeryturze. Myślenie kreatywne jest zabijane w dzieciach już w szkole podstawowej kiedy mają myśleć dokładnie tak jak przewidział autor klucza. Dlatego w późniejszych latach myślenie poza szablonem jest nie do pomyślenia. Każdy z nas ma priorytety, a to że 3/4 ludzi ma dokładnie takie jak inne to już nie jest nasz problem 🙂

  • Reply musiolmateusz 23 lutego 2015 at 02:30

    Co do stabilizacji trafiłem kiedyś na cytat który stał się moim motto i myślę że Tobie też będzie bliski 😉
    „Jesteśmy tutaj na chwilę. Jakoś jestem przekonany, że za 20 lat nie będziemy pamiętać jak fantastycznie wypełnialiśmy tabelki, odpowiadaliśmy na pocztę firmową i z jaką gracją nalewaliśmy sobie kawy w salach konferencyjnych.

    Będziemy za to pamiętać te chwilę gdy byliśmy jeszcze spontaniczni.”

    Pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości w spełnianiu marzeń 😉

  • Reply moniiqq 27 lutego 2015 at 19:45

    Trafiłam tu przypadkiem, ale mogłabym czytać takie myśli bez końca. Też nie rozumiem mówienia o „normalnej” pracy, stabilizacji, ustatkowaniu się i przede wszystkim – o tym, że czas dorosnąć. Jeśli bycie dorosłym to rezygnacja z marzeń to podziękuję. Poza tym dla każdego coś innego jest normalne, a ja tylko marzę o tym, żeby nigdy nie być tak na stałe ustabilizowaną, przecież wszystko co ciekawe czeka poza strefą komfortu 😉

    Świetnie się czyta, na pewno zostaję tu na dłużej!
    Zapraszam do siebie, co prawda dopiero zaczęłam, ale mam sentyment do Azji i kocham podróżować, co chwilowo jeszcze łączę z dwoma kierunkami studiów, więc nie jest lekko, ale jest fantastycznie! I więc będzie więcej.
    http://www.aywander.wordpress.com

    I powodzenia! 🙂

    • Reply life in 20 kg 27 lutego 2015 at 20:04

      Najważniejsze zeby byc szczęśliwym i robic to co sie lubi. A co inni o tym mówią jest najmniej wazne.
      Zapraszam cześciej 🙂

    Leave a Reply