Chiny Gruzja Tajlandia

Wielkanoc w podróży

28 maja 2014

Wielkanoc już dawno minęła, Boże Ciało za pasem. Nie przeszkadza mi to jednak aby napisać post o tym jak spędzam już czwarte Wielkanoc po za Polska i rodzinnym stołem. Nie licząc Wielkanocy w 2007 w Azerbejdżanie i 2009 w Liverpoolu.

Pierwszy raz była to Gruzja. O tym jak się pije wino na grobach w Poniedziałek Wielkanocny możecie przeczytać w moim starym poście.

Druga Wielkanoc też była w Gruzji, w górach. Ta katolicka w Raczy, o której możecie przeczytać tutaj. A ta prawosławna w Swanetii. Był to również pierwszy bardzo ciepły i słoneczny weekend. W Gruzji w tym czasie większość młodych obcokrajowców należała do TLG (Teach and Learn with Georgia). Kilkoro z nich spotkaliśmy własnie w Swanetii. W Niedziele Wielkanocna próbowaliśmy wejść na lodowiec, ale śnieg był tak wysoki, ze tam nie dotarliśmy.

W dordze do Mestii, stolicy Swanetii

W drodze do Mestii, stolicy Swanetii

Mestia

Mestia

W drodze na lodowiec

W drodze na lodowiec.

Przerwa w wedrowce

Przerwa w wędrowce.

Za to w Poniedziałek wybraliśmy się do Uzghuli. Jeśli zaliczyć Gruzję do Europy, to Uzghuli jest najwyżej położona stale zamieszkała osada.

Uzghuli przez okna samochodu

Uzghuli przez okna samochodu

Uzghuli przez okna samochodu

Uzghuli przez okna samochodu

Dokad zmierzasz?

Dokąd zmierzam?

Uzghuli przez drzwi lokalnej cerkwii

Uzghuli przez drzwi lokalnej cerkwi.

P1070254

Ta cala wieś i te góry oferowane mi były przez lokalnego sołtysa w zamian za ślub z jego synem. Mówił, obejmując mnie ramieniem „Patrz, Martyna, to wszystko, te góry i domy, nasze będą. Wszystko nasze będzie!”. Nie skorzystałam z oferty i nie dlatego, ze syn miał 14 lat 🙂

P1070257 P1070268 P1070281

Jak już wdrapaliśmy się na najwyżej położony punkt tej wsi, czyli cerkwi, to akurat mijaliśmy się z lokalna rodzina, która wracała z supry na cmentarzu (patrz post z poprzedniego roku). Nie odpuścili nam i nie pozwolili nie uczcić Wielkanocy z nimi 🙂 Na śniadanie wielkanocne tego dnia zjadłam pieczonego prosie i ciągnący swański ser.

Nie wazne jak spotkania z nieznajomymi zaczynaja sie w Gruzji, zawsze koncza sie winem.

Za cerkwia w Uzghuli uczta wre.

Za cerkwia w Uzghuli uczta wre.

P1070263 - Copy

Oczywiscie nie skonczylo sie tylko na suprze na cmentarzu. Zosatlismy rowniez zaporszeni na uczte, gdzie biesiadowala cala wies.

P1070289 - Copy

Za trzecim były to Chiny i wspinaczka w Huang Shan.

Czwarta w tym roku jest Wielkanoc w Tajlandii. O ile w Gruzji obchodziłam Wielkanoc z gruzińskimi znajomymi albo przypadkowo spotkanymi nowymi znajomymi, o tyle w Chinach i Tajlandii Wielkanoc jest czymś niezauważalnym. Boże Narodzenie jest przynajmniej medialnym i bardzo komercyjnym świętem. W Chinach chodziłam po górach a w Tajlandii nurkowałam 🙂

10307402_10202543518844026_4972065567950734511_n10157350_10202543521524093_3367708044903987673_n

Niedzielne śniadanie Wielkanocne zjadłam w minibusie, no kolanach, „dania” zakupione w 7/11, tradycyjnie były jajka, stylowy obrus i miłe towarzystwo.

10151914_10202501340069583_1487324906965403152_n 10259822_10202501345309714_5271690195336738775_n

W tym wszystkim co brzmi niesamowicie, jak przygoda, której wielu mogłoby pozazdrościć (a przynajmniej wielu moich znajomych tak o tym mówi) są jednak minusy. Tęskni się za domem, rodzinnym stołem, tradycyjnymi potrawami i atmosfera. Jednak podróż polega na tym aby cieszyć się tym co życie i droga oferuje. Zatem czerpmy z tego jak najwięcej. Wesołych przyszłych Świat 🙂

You Might Also Like

5 Comments

  • Reply Martina Angel 8 lipca 2014 at 16:16

    Cześć! Czytam Twojego bloga od kilku miesięcy i powiem szczerze, że bardzo mi się tutaj podoba. Szczególnie zdjęcia rewelacja!!! Sama pasjonuję się kulturą odległego od Polski kraju – Egiptem 😉 Mieszkam tutaj i jestem zafascynowana również. Polecam także swój blog, wpadnij czasem – http://egypt-weekly.blogspot.com

    • Reply life in 20 kg 9 lipca 2014 at 12:47

      Witaj,
      Dziękuję za śledzenie mojego bloga i miłe słowa. O Egipcie chętnie poczytam sobie na Twoim blogu.
      pozdrawiam

  • Reply Ewa 2 kwietnia 2015 at 18:00

    jesteś bardzo odważną dziewczyną, uważaj na siebie w Afryce 🙂

    • Reply life in 20 kg 2 kwietnia 2015 at 18:09

      Dzięki 🙂 uważam. Jak narazie nic złego sie nie przydarzyło po za wiankiem lokalnych adoratorów. Ale to standard w tym regionie 😉

  • Reply Ewa 2 kwietnia 2015 at 18:13

    A tym to się ciesz 🙂

  • Leave a Reply