Czym jest zemsta faraona?
Jesteś na wakacjach w Egipcie, skręca cię w żołądku, masz gorączkę, zbiera cię na wymioty i nie odchodzisz od łazienki na dalej niż 10 m. Diagnoza: zemsta faraona. Czyli w zasadzie co? To reakcja naszego organizmu na inną florę bakteryjną. Jadąc do kraju o innym klimacie nasz organizm staje się bardziej podatny na osłabienie i zatrucia pokarmowe.
Czy tylko w Egipcie?
Tak już, niestety się utarło, że zemstę faraona kojarzymy z Egiptem, bo to dla większości Polaków pierwszy egzotyczny kraj, o tak różnym klimacie, jaki odwiedzają. Tymczasem wiem z doświadczenia swojego i współkompanów, że faraon dorwie nas również w Maroku, Turcji, Gruzji, Tajlandii, Afryce zachodniej i gdzie tam jeszcze się wybieramy. To dlatego, że to szok dla naszego układu pokarmowego, nieważne gdzie się wybieramy. Nie jest tak, że bakterie atakują nas w momencie przekroczenia granicy egipskiej. Nasze ciało podobnie zareaguje po zjedzeniu ulicznego jedzenia w Azji południowo-wschodniej.
Czy da się na to uodpornić?
Im więcej podróżuję i jem lokalnego jedzenie, tym mniej mam takich problemów. Z zasady próbuję wszystkiego, co nowe, jestem otwarta na nowe smaki i dziwne jedzenie. Zawsze wydawało mi się, że mam wrażliwy żołądek, ale dopiero gdy na emigracji zaczęli mnie odwiedzać znajomi i rodzina zauważyłam, że ja i moje jelita mamy się całkiem dobrze, czego nie można było powiedzieć o nowoprzybyłych. Jeden dzień na urlop układu pokarmowego trzeba było liczyć.
Kuchnia i jedzenie to jeden z głównych powodów moich podróży. Wy też jadąc do Tajlandii nie mogliście doczekać się pad thaia albo chaczapuri w Gruzji. Zadajcie sobie wtedy pytanie: jeść czy nie jeść?
Moja zasada: jak lokalni to jedzą, to musi być dobre i świeże. Czasem lepiej zjeść kurczaka na patyku z ulicy niż wypaśny obiad w restauracji, do której nikt nie chodzi i jedzenie leży odłogiem przez kilka dni w takich warunkach, że polski Sanepid nie wahałby się ani chwili, by zamknąć taki lokal.
Jak zapobiec zemście faraona?
Tuż przed wyjazdem do Egiptu spotkałam się z Aldoną Klebowską. Kto był na TRAMPKACH w Warszawie wie, że Aldona jest dietetyczką i znawczynią tematu odżywiania się w podróży. Mimo moich lat praktykowania różnych diet w podróży, dowiedziałam się wiele nowego od Aldony.
Na dzień dobry: jak zapobiec zemście faraona:
- Unikać wody nieznanego pochodzenia, pić tylko wodę butelkowaną. Tę zasadę znajdziecie w każdym przewodniku czy nawet na stronie MSZ w dziale Polak za granicą. Można też wodę gotować jeśli nie ma butelkowej. To złota zasada i nie ma od niej wyjątków.
- W Tajlandii w wielu miejscach będą dozowniki wody, która pochodzi z wielkich bukłaków. W restauracji w Egipcie zawsze dostaniemy zamkniętą butelkę wody. Na Ukrainie piłam przez 2 tygodnie wodę ze studni. Rozchorowałam się tylko raz
- Lekarze przestrzegają przed lodem w kostkach, bo nie wiadomo skąd pochodzi. W Tajlandii akurat się o to nie martwiłam, zawsze piłam piwo i wodę z lodem, bo ten lód jest „fabryczny” to znaczy specjalnie produkowany z czystej wody. Nigdy też nie miałam tam zatrucia pokarmowego.
- Co do mycia zębów, to nigdy się tym za bardzo nie przejmowałam. Myłam jak leci. Nigdy mi nic nie było, ale znajomi o wrażliwszym żołądku skończyli z biegunką w Indiach czy Tajlandii. Zatem nie zaszkodzi myć zębów w wodzie butelkowanej. Podczas campingów warto mieć ze sobą filtr tabletki do oczyszczania wody. Można jest wcześniej kupić na allegro lub sklepach Jula.
- Wzmocnić swoją florę bakteryjną. Najlepiej przez picie kefirów lub maślanek. Praktycznie w każdym kraju znajdziemy je na półkach skl