Co Ty wiesz o … pokonywaniu słabości.

Martyna SKura

Wulkan energii! Z wykształcenia inżynier, z zawodu menadżerka, z przypadku nauczycielka angielskiego, z zamiłowania podróżniczka i instruktorka nurkowania. Przygoda, outdoor, to moje grupie imię.

Książka "Podróże na własnej skórze" Martyna Skura

Moja książka

"Podróże na własnej skórze"

Podziel się!

Każdy ma swoje lęki. Każdy z nas czegoś się boi. Ciemności, jazdy samochodem, wysokości, wystąpień publicznych, zabrania głosu podczas rozmowy, wody.

Każdy ma jakieś kompleksy. Wygląd fizyczny nie taki, za duży, za mały, za szeroki, za wąski, nadwaga, brak mięśni, słaby sportowiec, kiepski w bieganiu, marny pływak.
To co z nimi robimy świadczy o tym jakimi jesteśmy ludźmi. Czy poddajemy się temu czy walczymy z tym? Można po prostu stwierdzić „Nigdy nie pokonam lęku przed wystąpieniami publicznymi” albo „Nie nauczę się pływać”. Można też podejść do tego w inny sposób „OK. Wiem, że kiepsko pływam, czy jest coś co mogę zrobić aby pływać lepiej?”.

Zauważyłam u siebie pewna skłonność. Gdy zaczynam coś nowego robić, od razu wskakuję kilka poziomów wyżej. Na przykład kiepsko pływałam przez całe życie. Gdy okazało się, że żeby zrobić mój wymarzony kurs PADI Dive Master muszę znać testy z pływania, ogarnęła mnie panika. Już widziałam jak nie zaliczam tego testu. Dobrze, że mam swoją Laurkę, która nie widzi problemów, ona widzi rozwiązania. Zatem co się robi jak się jest kiepskim pływakiem? A no zapisuje się na basen z instruktorem, który nauczy nas pływać. Nie jest tak, że w ogóle nie umiałam pływać, określiłabym to raczej „unoszę się na wodzie i dopłynę z punktu A do punktu B jeśli nie są one zbyt od siebie oddalone”, ale ilekroć jestem na łodzi, zawsze zakładam kamizelkę ratunkową, to samo w wodzie podczas snorkelingu.

Zatem, gdy już w te wakacje w Tajlandii podjęłam decyzję, że jadę do Dahab robić kurs Dive Master, wiedziałam, że muszę się nauczyć pływać i to dość szybko…tak może w 2 tygodnie? Na lotnisku w Polsce, po 2,5 miesiąca w Tajlandii, wylądowałam w czwartek o 22.30 a w piątek rano byłam już na basenie. Na dzień dobry mój instruktor zapytał się po co w ogóle uczę się pływać, czy przymierzam się do triatlonu czy tylko dla siebie. „Nurkuję. Niedługo zaczynam kolejny kurs i tam są już testy na pływanie. Musze przepłynąć 400 m w mniej niż 13 min”. Zatem się zaczęło. 2 tygodnie, prawie codziennie, jedynie z przerwą na regenerację, jeździłam rowerem na basem i cięłam długości basenu. Brzmi tak łatwo jak się pisze, ale ja naprawdę kiepsko pływałam. Przepłynięcie basenu kraulem było nie lada osiągnięciem. Za każdym razem musiałam się zatrzymać na końcu basenu. Ktoś powie „źle oddychasz”. To żadne odkrycie. Całe życie jakoś tam pływałam. Na uczelni na WF nauczyciel kazał tylko pływać ileś tam długości. Nigdy nawet nie spojrzał czy pływamy poprawnie i czy oddychamy prawidłowo. Zatem te moje przerwy na złapanie oddechu po każdej długości zabierało mi cenne minuty na teście. I znów oczami wyobraźni widziałam jak nie zaliczam testu z pływania podczas kursu nurkowania.

Po 2 tygodniach trenowania, wsiadałam do samolotu i zastanawiałam się co ja w zasadzie robię, przecież nie zdam tego testu więc po co w ogóle jadę. Chociaż gdzieś z tyłu głowy miałam taką myśl „jakoś to będzie”. W Dahab okazało się, że nie tylko test nie będzie odbywał się na basenie a w morzu i to jeszcze w zatoce, gdzie często są fale. Po za tym, gdy przez przypadek napijesz się wody w basenie to czujesz tylko chlor, ale morzu po wypiciu słonej wody chce się wymiotować. Ręce mi opadły. Nie widziałam dla siebie przyszłości w tej dziedzinie. Mój instruktor powiedział tylko: nie musisz zdawać tego testu teraz. Chodź codziennie na plażę i pływaj. Od boi do boi jest jakieś 50 m, czyli w sumie 8 razy musisz przepłynąć ten odcinek. I tak też zrobiłam. Prawie codziennie o 7 rano była na plaży pływać. Po jakimś czasie zauważyłam nawet, że mieszczę się w tych 13 minutach. Wow! Zaczęłam być z siebie dumna. W końcu pływam i to nawet szybko. Nawet się tym pochwaliłam w centrum nurkowym. Po czym od razu zostałam sprowadzona na ziemię, bo okazało się, że odległość między bojami kiedyś może i była 50 m a teraz to jedyne 30! Suuuper…. Bajka po prostu. Przez uraz ucha wewnętrznego (barotraumę), którego nabawiłam się pewnego dnia podczas nurkowania, nie mogłam wchodzić do wody przez kilka dni.

Zaraz po tym mój instruktor mówi: ”Martyna, dziś test z pływania. Nie stresuj się. Dasz radę”. „Jasne….” Myślę sobie, już to widzę. Dołączył do nas jeszcze jeden kursant Dive Master – Stephen, który był ratownikiem wodnym. I teraz ja, pokraczna żaba w wodzie miałam zdawać test z super pływakiem. Czy mogło być jeszcze gorzej? Weszliśmy do wody i mieliśmy przepłynąć z jednego brzegu do drugiego. Start! Płynę, kopie nogami, wymachuje rękami. Ilekroć wynurzam głowę szukam wzrokiem gdzie jest Steve i czy jestem dużo daleko za nim. Udaje mi się go śledzić przez większość cz