Malediwy

Malediwski akademik

30 października 2018

Mieszkaliście kiedyś w akademiku? Ja nigdy, aż do teraz…na Malediwach.

Na pierwszych studiach mieszkałam w rodzinnym mieście u rodziców a na uczelnie dojeżdżałam SKMką (Szybką Koleją Miejską). Na 3-cim roku związałam się z chłopakiem z mojego kierunku, który mieszkał w akademiku. Zatem zaczęłam tam spędzać dużo czasu. Po skończeniu dziennych studiów musiałam czekać 10 lat, aby na własnej skórze doświadczyć życia na kampusie. Kto by pomyślał, że będzie to malediwski kampus.

Gdy na FB opublikowałam zdjęcie mojej wysepki, posypały się komentarze w stylu „raj na ziemi”. Warto dopisać jeszcze komentarz „…dla gości”. Wiele osób widzi takie miejsca w katalogach biur podróży lub podczas wakacji, gdy jest się gościem takiego hotelu. Obsługa jest nie z tej ziemi. Każdy dostaje swojego asystenta, który jest do jego dyspozycji 24 godziny na dobę i pomoże w załatwieniu każdej sprawy: lekarz, wycieczka, upuszczona do wody obrączka. Za chwile nurek zapuka do Twoich drzwi, aby odszukać zguby. Naprawdę wygląda to pięknie. Każdego dnia patrzę na naszych gości i widzę na ich twarzach błogość wakacji i relaksu jakiego właśnie doznają. I często słyszę, że są w raju.

Jakiś czas temu została wydana książka „Babylon Beach” na wzór „Hotelu Babilon”, który opisuje życie hotelowe od strony jego pracowników. „Babylon Beach” jest opisem życia luksusowych hoteli na Malediwach z perspektywy pracowników i zarządu. Polecam tym, którzy chcieliby się zagłębić w temat i zobaczyć inną stronę wakacyjnych destynacji.

I co ja robię tu? Co Tu tutaj robisz?

Na moją wyspę na środku Oceanu Indyjskiego trafiłam jako instruktorka nurkowania. Każdy 5-cio gwiazdkowy luksusowy hotel na Malediwach ma centrum nurkowe i sportów wodnych. To nie resort w Meksyku, gdzie jest kilka tysięcy pokoi i obsługi. Tutaj jest około 60 willi. Dlatego też centrum nurkowe jest małe, zatrudnia 3 instruktorów a nie 10, jak w Playa del Carmen w Meksyku, gdzie wcześniej pracowałam. Włoszka, Chinka i Polka plus chłopacy z Malediwów, Sri Lanki, Bangladeszu.

Poza standardową pracą instruktorki nurkowania, prowadzenia centrum nurkowego i sportów wodnych, czasem zdarzają się takie wydarzenia jak: poszukiwania zatopionych obrączek, dronów, telefonów, transport gości na rowerze wodnym, bo poziom wody jest za niski, aby łódź podpłynęła do przystani. Sadzimy rafę koralową. Sprzątamy też ocean ze śmieci pozostawionych przez ludzi lub tych, które przyniosły prądy. W sierpniu wyłowiliśmy 61 kg śmieci a we wrześniu 40!

Życie w akademiku

Kampus pracowniczy znajduje się w centrum wyspy, bo plaże są zarezerwowane dla gości i ich willi. Usytuowanie wyspy i prądy morskie sprawiają, że przez pół roku jedna strona wyspy nie ma plaży, a przez kolejne pół roku druga część nie ma piasku pod nogami. Strefy dla pracowników są jasno oznakowane i goście nie powinni się tam zapuszczać. „Akademiki” mają parter i pierwsze piętro. Łazienki są wspólne na każdym korytarzu. W moim skrzydle, na moim piętrze są w sumie 4 żeńskie pokoje, po 2 osoby w każdym. Pokój dzielę z naszą biolożką morską Joan, która pochodzi z Chin. Nasza wspólna przestrzeń jest mniejsza niż łazienka w willi dla gości. Każda ma łóżko, szafę, biurko, krzesło i okno. I to tyle. Dosłownie. Mamy przez pokój zawieszoną kotarę, dla szanowania swojej prywatności. W takich miejscach zdajesz sobie sprawę, że nie potrzebujesz aż tak wiele do życia. Jesteś mistrzem swojego domu i organizacji przestrzeni. Nie ma ani jednego niezagospodarowanego centymetra.

Raj od kuchni

Jest nas ponad 200 pracowników poczynając od głównego menadżera po ogrodników i pracowników fizycznych. W tym około 20 kobiet. Są ludzie z Malediwów, Indii, Sri Lanki, Bangladeszu, Mauritiusa, Wietnamu, Indonezji, Nepalu („mafia” z tego kraju opanowała dział ochrony) i kilka pojedynczych narodowości jak Francja, Chiny, Rosja, Anglia, Filipiny, Tajwan. Wspólnym językiem jest angielski chociaż nie wszyscy mówią nim płynnie. W gronie anglojęzycznych znamy się praktycznie wszyscy.

Funkcjonuje to trochę na zasadzie osiedla, wspólnoty, kolektywu. Gdy brakuje Ci pościeli dzwonisz do kogoś z pralni. Zapchana toaleta – nie ma sprawy, idziesz do inżynierów i oni to ogarną. Twoje japonki nie nadają się już do chodzenia? Housekeeping ma ich cały zapas. Brakuje Ci olejku kokosowego – dziewczyny ze spa przyniosą Ci od nich. Lekarz jak trzeba to też jest i podstawowe leki za darmo również. Był trener i muzyk, który raz w tygodniu organizował wspólne karaoke. Mamy nawet, szumnie nazwanego, fryzjera. Za jednym razem zaliczyłam 2 wizyty: pierwsza i ostatnią. Wyglądałam jak rekrut do wojska. Konkurs na strzyżenie i farbowanie mnie przez najbliższy rok wygrała Joan. Miała zerową konkurencję. Dobrze, że ambasadorów nie podejmujemy a moje włosy i tak przez większość czasu są mokre. Wszystkie Twoje podstawowe problemy da się rozwiązać w obrębie tej wyspy i ludzi, z którymi pracujesz. Jeśli nie da się ich rozwiązać to znaczy, że nie jest to problem istotny i da się żyć bez niego. Jednak można zauważyć, że są równi i równiejsi. Historia udowodniła wiele razy, że komunizm w idealnym wydaniu nie istnieje i zawsze będą ci faworyzowani. Liczą się układy i układziki. Od HR nie dostanę przedłużacza lub stolika nocnego, jak moja sąsiadka. Jednak znajomy z kuchni załatwi mi boczek, który przecież jest zabroniony w krajach muzułmańskich, lub fikuśny deser serwowany tylko gościom.

Ponieważ wyspa jest mała, każdy przedmiot i miejsce jest wykorzystywane. Obejrzysz rzecz 2 razy i 3 razy zastanowisz się czy ją wyrzucić, czy może się do czegoś przyda, czy ktoś to może naprawić. Sprowadzanie czegoś na tutaj jest skomplikowane, zajmuje czas i nawet nie wiadomo, czy dotrze i czy nie trzeba będzie od tego zapłacić podatku. Dział inżynierski naprawi prawie wszystko. Stara lampka na biurko? W domu pewnie byśmy ją wyrzucili i kupili nową, bo szkoda zachodu z naprawianiem. Nie tutaj. Idziesz do inżynierów i oni już znajdą sposób, aby znowu działała.

Na wyspie nie ma wybrukowanych dróg. Można ją przejechać meleksem w kilka minut a przejść w 15. Na ten wehikuł trzeba zdać prawo jazdy. To już moje drugie, bo pierwsze mam na drezyny. Tych na samochody osobowe jeszcze się nie dorobiłam.

Życie poza pracą

Jako pracownicy nie mamy dostępu do plaży dla gości. Jest tylko mały kawałek, z którego możemy korzystać i znajduje się przy naszym centrum sportów wodnych. Używamy sprzętu wodnego podczas naszych dni wolnych za darmo. Niestety kitesurfingu tu nie poćwiczę, bo warunki nie sprzyjają. Za to stand up paddle boarding ma szanse stać się kolejnym sportem, który wypróbuję. Z kolegą z pracy staramy się trenować freediving po godzinach.

Stand up paddle boarding

Stand up paddle boarding ma szanse stać się moim nowym hobby w dni wolne. Gdyby tylko tak nie wiało i padało akurat wtedy kiedy mam dzień wolny.

Żyjąc w takiej małej przestrzeni i społeczności należy cieszyć się z wielu rzeczy, celebrować wyjątkowe okazje np. wspólne gotowanie, nowe menu w kantynie pracowniczej. W części dla pracowników mamy siłownie, bar, sklepik, sale z Play Station, stół do bilardu, ping ponga i piłkarzyki. Czasem z Joan zamiast oglądać filmy w pokoju, idziemy do sali telewizyjnej i oglądamy filmy na dużym ekranie. W pracy stworzyła się z nas 4-osobowa grupa kinomanów. Ponieważ całą 4 jesteśmy nurkami, za repertuar obraliśmy sobie głównie filmy pseudonurkowe np. 47 meters down (nurkowanie z rekinami w klatkach w Meksyku), Sharknado (tornado z rekinami) i wiele innych, które u nas wywołują śmiech i są absurdalne. Do łask wróciła ostatnio gra „Heads up”, w którą gramy wieczorami.

Trudno tutaj o coś co my rozumiemy jako życie prywatne. Nie ma aż takiej prywatności, aby nawiązać bliższą relację z drugą osobą. Już nie mówię, o intymności w pokoju. Ale na studiach w akademiku też tak ponoć było a studenci i tak znaleźli sposób….

Życie w tak małej społeczności generuje dużo plotek i idących za nimi dramatów. Część jest wyolbrzymiona, przekoloryzowana a inna jest po prostu zmyślona. Jak ot bywa na wsiach czy mniejszych miejscowościach, plotka jest po prostu pewną formą rozrywki.

Czy dam radę tak przez rok?

Jest tu dużo bardziej spokojnie niż w Meksyku. 12 godzina w pracy, 4 nurkowania dziennie po 8 osób za każdym razem, raz w tygodniu nurkowanie nocne, noszenie cylindrów, sprzątanie centrum nurkowego. Fabryka. Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy tylko liczbami, pionkami, których można się pozbyć. Bardzo łatwo było o wypalenie zawodowe. Jak na razie Malediwy wydają się być dla mnie spokojną przystanią, gdzie mam chwilę dla siebie i dla Was. Jest czas na pisanie, rozmyślanie, jogę, siłownię i naukę języka obcego.

To zdecydowanie nie jest miejsce dla każdego. Znajomy Włoch, mówiący biegle w 4 językach, dostałby prace na Malediwach od ręki, następnego dnia miałby bilet lotniczy. Nie zdecydował się jednak, bo jest imprezową osobą. Raz w tygodniu musi iść na imprezę i się zresetować. Tu trzeba lubić samotność i czas z samym sobą. Mieć hobby poza pracą, coś co nie jest tylko oglądaniem TV lub graniem w Play Station. Wymaga to od nas pracy nad sobą. Część z nas należy do pokolenia przebywającego w zamknięciu. Mieszkam na pięknej wyspie, ale jak nie jestem w wodzie, to siedzę w biurze, bo tam jest klimatyzacja. Z pracy do stołówki i do pokoju. Siłownia też jest zamknięta a biegać po plaży przecież nie mogę.

Dużo pracy nad sobą mnie tu czeka. Po miesiącu pobytu wyznaczyłam sobie 3 główne cele osobiste, które chciałabym osiągnąć pod koniec mojej malediwskiej przygody. Mam nadzieję, że za rok napiszę Wam co to za cele i czy udało mi się je zrealizować.

 

IMG-1551

You Might Also Like

14 komentarzy

  • Reply LifeTripBlog 30 października 2018 at 07:44

    Wow extra! Życzę wytrwałości, na pewno świetna przygoda.

  • Reply Ola Mancewka 30 października 2018 at 08:09

    Martyna – ogromny szacun! Jesteś niesamowicie wytrwałą osobą pod wieloma względami. Fajnie, że znalazłaś swoją przystań – może to właśnie tam wymyślisz jak zarobić pierwszy milion i się nie narobć😉 czego Ci życzę i spokoju ducha i zawsze tego szczerego pozytywnego uśmiechu 😀miłego dnia 🌷

    • Reply life in 20 kg 30 października 2018 at 08:25

      Dziękuje Mancewka!
      Nad tym pierwszy milionem to już dużo czas spędziłam rozkminiając 😄 ale jak mi coś nowego przyjdzie do głowy to się napewno podzielę 😊

  • Reply Ania 30 października 2018 at 20:58

    Jak zawsze jesteś moją odskocznią!
    Dziękuję Ci kochana. Buziaki Ania

  • Reply Artur 31 października 2018 at 00:20

    Wow, jaka przygoda. Ja osobiście bym się nie odważył. Nie sądziłem, że Malediwy są bardzo spokojne i nie ma tam żadnych imprez, jakiś inny wizerunek miałem tego miejsca w głowie. Akademiki zawsze były sporym wyzwaniem dla jego mieszkańców, chociaż u Ciebie są inne priorytety niż na studiach 😀 Wielki szacunek za wyławianie śmieci z oceanów.

  • Reply Ola 31 października 2018 at 08:14

    Wytrwałości życzę! Malediwy są cudowne, ale jak widać, choć trudno w to uwierzyć, nawet mieszkanie w raju ma swoje minusy. Podziwiam decyzję o takim długim pobycie :)!

    • Reply life in 20 kg 31 października 2018 at 08:16

      Dzięki Ola! Chyba każde miejsce ma swoje minusy i plusy. Ważne żeby odnaleźć w tym balans dla siebie.

  • Reply Paulina 1 listopada 2018 at 23:53

    Czytanie rozpraszane jest przez turkus wody! Nie idzie się skupić kiedy zza rogu ze zdjęcia kusi i nęci! Niesamowity ten kolor wody na Malediwach! Piękności.

  • Reply Marta - Podróże od kuchni 4 listopada 2018 at 14:30

    Wcale nie dziwi mnie druga strona raju, ta dla mieszkańców i nie-turystów 😉 Zdecydowanie tak to sobie wyobrażałam.

  • Reply Nasz Mały Świat 5 listopada 2018 at 02:00

    To naprawdę bardzo, ale to bardzo ciekawe co napisałaś. Zupełnie nowy obraz Malediwow i fajnie, że się podzieliłas, jak to tam wyglada. Oczywiscie gratuluję odwagi i wytrwałości. Kolejne, piękne, choć może też trudne, doświadczenie.

  • Reply Ewa 5 listopada 2018 at 13:42

    Ostatnio patrzyliśmy z Romkiem za jakimś miejscem, gdzie moglibyśmy przy okazji zimowego pobytu poza Polską, przyczynić się do oczyszczania wód ze śmieci. Jak miło wiedzieć, że coraz więcej osób przy okazji swojej pracy robi takie rzeczy! ♥ Szacun Martyna!
    Aha, a w akademiku się poznaliśmy 😉 tylko, że w Krakowie. Piękne czasy!

  • Reply Na szczęście tak niewiele trzeba… – Life in 20 kg 16 listopada 2018 at 12:39

    […] gdy w ostatnim poście pisałam, że czeka mnie tutaj dużo pracy nad sobą i przede wszystkim docenianie drobnych rzeczy, […]

  • Leave a Reply