Meksyk Osobiste Praca za granicą

Trzęsienie ziemi, złamane serce, czyli 1.5 roku wymówek

6 czerwca 2018

20 stycznia minął dokładnie rok od mojej przeprowadzki do Playa del Carmen. Mamy początek czerwca. W ciągu tego prawie 1,5 roku na blogu pojawił się 1 post. Słownie JEDEN post. Już dawno temu zapadłam się pod ziemie ze wstydu. Według mojego moralnego GPSu jestem gdzieś przy jądrze ziemi wraz z moim wstydem.

Wracając z Meksyku zagadała mnie w Brukseli Julia (Polka prowadząca hostel w Meksyku), zapytala czy jestem z Polski i prowadze bloga podróżniczego. “No prowadziłam…”. Jedna z Was zapytała mnie na Instagramie czy blog bedzie reaktywowany…

Jak w jednym poście wyjaśnić jak wyglądało moje życie w Meksyku? Dlaczego przez tak długi czas niczego nie napisałam? Mogę znaleźć wiele powodów, ale czy są wiarygodne i czy był jakiś jeden główny? Liste podstawowych wymówek prezentuję poniżej.

Party Queen by 10 pm in bed

Pracowałam 6 dni w tygodniu. Wstawałam o 6 rano. Zbiórka o 7 i transport do hotelu, w którym pracowaliśmy. Śniadanie od 7.30 do 8. Później się przebrać, przygotować do pracy i o 8.30 pojawiali się klienci. Na lunch w najlepszym wypadku mieliśmy 1 godzinę. Liczyło się to od momentu wyjścia z basenu/łodzi, bieg do szatni, przebranie się z pianki w uniform, marsz do stołówki zajmujący ok 10 min, wciągnięcie jak odkurzacz lunchu, marsz do centrum nurkowego, przebranie się w piankę i gotowi na przyjście kolejnych klientów i nurkowanie. Teoretyczny koniec pracy o 17:00 i transport do domu o 17:30, ale chyba 5 razy w ciągu całego roku udało nam się skończyć o tym czasie. Na ogół była to 18:00 a w szczycie sezony raczej 19:00 lub nawet później. Po pracy na piwo i kolacje i do domu. Rzadko w odwrotnej kolejności, bo po ciepłym prysznicu w domu żadna siła by mnie z mojego mieszkania nie wyciągnęła. Zawsze powtarzałam znajomym “I’m a party queen, by 10 pm in bed”. Po pracy po prostu padałam na twarz. Przez pierwszy miesiąc najpóźniej poszłam spać o 21. Ze współlokatorką prowadziłyśmy kalendarzyk wieczornych wyjść. Plan był taki, że 2 razy w tygodniu wyjdziemy gdzieś po pracy. Na początku było ciężko trzymać się nawet tego. Z czasem można trochę tę granicę przesunąć, ale nasze ciało w końcu powie STOP!

Czy w tym trybie życia widać gdzieś czas na zasiadanie do laptopa i pisanie bloga?

Tak wyglądają zmęczeni nurkowie, kiedy skończyli pracę o 20:00 i zdecydowali się na piwo. Trochę nie wyraźne zdjęcie, bo i my wyglądaliśmy nie wyraźnie.

Tak wyglądają zmęczeni nurkowie, kiedy skończyli pracę o 20:00 i zdecydowali się na piwo. Trochę nie wyraźne zdjęcie, bo i my wyglądaliśmy nie wyraźnie.

Gdy nie ma pola

Przez pierwsze 8 miesięcy w moim mieszkaniu nie miałam Internetu. Kontakt ze światem zewnętrznym miałam tylko przez telefon. Po całym dniu pracy, padnięta, wracałam do domu, zjeść, prysznic i jest już po 20. Kawiarnia z szybkim wifi po 20:00 nie była po drodze.

Sen

Przez cały pobyt w Meksyku miałam jeden dzień wolny. Na ogół ten sam co tydzień, ale nie zawsze. Były tygodnie, że pracowałam 10 dni ciurkiem. Baza musi pracować cały czas, każdy z nas dostawał inny dzień wolny tak, aby baza miała obsługę cały tydzień, przez cały rok. W Boże Narodzenie musieliśmy być w pracy o 7.30 rano. Zatem dzień wolny był prawie zawsze samotny, bo wszyscy inni pracowali.  Najczęściej odsypialiśmy cały tydzień pracy, zakupy, pranie, telefony do domu i rodziny, bo tylko w dzień wolny można było zgrać różnice czasowe. Mając tylko jeden dzień wolny daleko nie zajedziesz, bo liczba atrakcji i miejsc do odwiedzenia jest ograniczona.

Czasem chce Ci się spać nawet pod wodą

Czasem chce Ci się spać nawet pod wodą

Kuba i trzęsienie ziemi

Podczas mojego visa run na Kubę w czerwcu, strażnik na granicy zalał mi laptopa. Tak mocno zgniótł plecak, że butelka z płynem pękła i zalała komputer. Możecie sobie wyobrazić, że księgą skarg i zażaleń w tym kraju nie istnieje i nie ma szans na zwrot kosztów. Naprawienie laptopa w Meksyku zajęło 5 miesięcy. W międzyczasie firma, która miała dostarczyć matrycę została zmieciona z powierzchni ziemi, bo w Mexico City było trzęsienie ziemi. Jakieś jeszcze dowody Prawa Murphiego? 😉

Kardiologia

Nie piszę tu dużo o swoim życiu uczuciowym. Podczas 1,5 roku w Meksyku złamano mi serce 2 razy. Ten drugi spektakularnie… Pamiętacie jak to jest jak się ma złamane serce? Na pewno nie chce się być samemu, w 4 ścianach, bo myśli nas nie opuszczają. Skupienie podczas tworzenia i pisania jest bliskie zeru. A laptop nie jest wodoodporny i może przyjąć tylko pewną ilość spadających na niego łez. Każda z nas wie, że na zaleczenie tych problemów kardiologicznych potrzeba czasu. Stąd wzięły się te liczne szkolenia i kursy, wieczorki filmowe ze znajomymi, przeprowadzka, spędzanie czasu ze znajomymi po pracy. Złamane serce sprzyja karierze…

Po zakończeniu kilkutygodniowych kursów: gaz blender i technik sprzętowy. Coś mi jeszcze z tych studiów inżynierskich zostało.

Po zakończeniu kilkutygodniowych kursów: gaz blender i technik sprzętowy. Coś mi jeszcze z tych studiów inżynierskich zostało.

Czasem bywa tak, że ludzie pojawiają się w naszym życiu niespodziewanie. Krzysiek z Gdańska pojawił się w Playa pojawił się dokładnie w okresie leczenia złamanego serca. Liczne wieczorki filmowe i wypady na plażę czy rower zdecydowanie pomogły.

Czasem bywa tak, że ludzie pojawiają się w naszym życiu niespodziewanie. Krzysiek z Gdańska pojawił się w Playa pojawił się dokładnie w okresie leczenia złamanego serca. Liczne wieczorki filmowe i wypady na plażę czy rower zdecydowanie pomogły.

Top 10 w Playa del Carmen

Po wielu latach prowadzenia bloga znacie mnie już i wiecie, że posty w stylu “Top 10 w Meksyku” to nie moje bajka. Napisałam kilka takich postów, ale nie czułam się z nimi dobrze. Próbuję pisać posty z przesłaniem, głębszą myślą, lekcją którą wyciągnęłam z życia. O tym jakie jest życie w miejscach zwanych “rajem”. Takie posty jednak powstają długo. A im dłużej mieszkam za granicą, tym przemyślenia są dłuższe i wymagają więcej czasu na przeniesienie na papier.

Wymówki wymówkami, ale 1,5 roku w Meksyku było niesamowite i na pewno dowiecie się czemu.

Wymówki wymówkami, ale 1,5 roku w Meksyku było niesamowite i na pewno dowiecie się czemu.

Chciałabym Wam więcej opowiedzieć o moim meksykańskim doświadczeniu. O zmaganiach dnia codziennego mieszkania w raju, o tym jak dużo udało mi się osiągnąć w ciągu tego 1,5 roku i dlaczego nie zdecydowałam się tam zostać. Po tak długim czasie niepisania i po tym wpisie widzę, że muszę odkurzyć swój warsztat pisarski 😉

 

 

You Might Also Like

5 komentarzy

  • Reply Gosia 7 czerwca 2018 at 03:01

    Świetny wpis, bardzo ciekawy i szczery. Słowo daję,niezły hardcore (fizycznie) + sercowe załamanie x 2 ! Przypuszczalnie jesteś teraz niezniszczalna 🙂 Pozdrawiam i czekam na kolejne posty blogowe.

    • Reply life in 20 kg 7 czerwca 2018 at 09:09

      Dziękuje Gosiu, czy niezniszczalna to nie wiem, ale ilekroć coś mi się przydarza i wydaje mi się, że to koniec świata, to jednak świat nadal się kręci a ja budzę się następnego ranka i dalej oddycham i dalej chodzę. Wszechświat ma dla mnie zawsze jakieś plany 😉 dobro wraca, więc może czeka na mnie za rogiem 😉

      • Reply Gosia 11 czerwca 2018 at 02:53

        Myślę,że Wszechświat wie co robi skoro testuje Ciebie w taki niebanalny sposób. Jednak to te wymagające momenty w życiu, podróży są zwykle bardzo pożyteczne i robią z nas Wise woman 🙂
        Życzę Ci teraz jak najwięcej tego dobra! 🙂

  • Reply Gosia 7 czerwca 2018 at 13:02

    Uwielbiam Ciebie Martynka za tą szczerość. Ktoś inny mógłby sprzedać historię z Meksyku w stylu „patrzcie jakie mam idealne życie w idealnym miejscu”. Bardzo sobie cenię tą prawdę i czekam na Twoje kolejne wpisy. Fajnie, że wróciłaś!

    • Reply life in 20 kg 7 czerwca 2018 at 14:32

      Dziękuje bardzo! Cieszę się, że docenisz moją szczerość. Będzie więcej szczerych wpisów 🙂

    Leave a Reply