szkolenie survivalowe Survival Expert Polska

Jak nauczyłam się rozpalać ogień i gasić panikę – szkolenie survivalowe

Martyna SKura

Wulkan energii! Z wykształcenia inżynier, z zawodu menadżerka, z przypadku nauczycielka angielskiego, z zamiłowania podróżniczka i instruktorka nurkowania. Przygoda, outdoor, to moje grupie imię.

Książka "Podróże na własnej skórze" Martyna Skura

Moja książka

"Podróże na własnej skórze"

Podziel się!

Kiedy wysiadłam na miejscu szkolenia survivalowego, poczułam się… malutka.

Widok osób ubranych w moro, z plecakami wojskowymi, w bojówkach lub sprzęcie super wytrzymałych marek był początkowo przytłaczający. Taki trochę syndrom oszustki. Wokół 19 osób, z czego tylko cztery kobiety. Większość przyjechała z kimś: z bratem, koleżanką, synem. A ja? Sama, z plecakiem, w starym sprzęcie ekspedycyjnym, częścią rzeczy z Decathlonu i głową pełną pytań: “Czy ja napewno wiem na co się piszę?”

Nie znałam nikogo. Nie znałam też… większości rzeczy, które mieliśmy robić.

Rozpalanie ognia różnymi metodami, rąbanie drewna przy pomocy noża, budowanie konstrukcji bez liny – każda rzecz była zupełnie nowa. I absolutnie każda pchała mnie poza moją strefę komfortu. Nawet w nawigacji się pogubiłam a przecież chodziłam kiedyś na marsze na orientacje, uczyłam nawigacji podwodnej na kursach nurkowych czy zdawałam z tego egzamin na sternika morskiego. Trochę taka mgła mózgowa wtedy, gdy mózg jest najbardziej potrzebny. Czyli typowa sytuacja stresowa, jak wtedy gdy umiesz robić swoją pracę, ale gdy ktoś patrzy Ci na ręce to nagle jesteś na poziomie przedszkolaka.

Jak przetrwałam ponad 24 godzin w lesie.

Przez 24 godziny byłam w stanie ciągłej gotowości, lekko zestresowana, bo co chwile mieliśmy zadanie do wykonania, coś do nauczenia się. Trochę zmarznięta, ale nie wiem czy od temperatury, stresu czy zmęczenia. Trochę przepocona, od ruchu, stresu. Na maxa brudna. Ręce umyłam tylko raz przy patroszeniu ryby na kolacje. zapomniałam o higienie osobistej. Oczywiście, że miałam wilgotne chusteczki, szczoteczkę i pastę do zębów, ale ani razu ich nie użyłam. W ogóle nie przyszło mi to do głowy, tak bardzo byłam zaabsorbowana szkoleniem. Nieczystość zaczęła mi przeszkadzać dopiero w pociągu powrotnym.

Ale wiecie co? Miałam w sobie determinację, chciałam udowodnić sobie (nikomu innemu nie muszę), że dam radę.

Były 2 momenty kiedy poczułam się pewniej:

  1. Podczas patroszenia ryby – wychowana na Warmii i Mazurach w rodzinie fanów wędkowania (to jedna z ostatnich rzeczy, które robiłabym dobrowolnie – nie Lubie łowić ry, ale bardzo Lubie je jeść), wiele czasu w wakacje spędziłam na patroszeniu złowionych ryb. Wydawało mi się, że to umiejętność powszechna i oczywista…a jednak nie. Okazało się, że wiele osób dopiero wtedy się tego nauczyło. Pokazało mi to, nie moją wyższość nad innymi, ale fakt, że każdy z nas ma w sobie umiejętności survivalowe, świadome lub ukryte. Podczas, gdy ja mogłam podzielić się swoją wiedzą wędkarską, inni dzielili się ze mną innymi umiejętnościami.
  2. Wiązanie węzłów żeglarskich było obowiązkowym elementem szkolenia instruktorskiego w nurkowaniu. Ale każdy instruktor nauczył się tego na egzamin, po czym zapominał i przypominał sobie dopiero, gdy trzeba było uczyć kursantów. To samo pod żaglami – gdy tylko nie pływam jakiś czas to w głowie, w szufladach z napisem „węzły” hula pustka. Tym razem jednak coś pamiętałam. A jeszcze więcej satysfakcji dała mi możliwość przekazania tej wiedzy innym. kto zna węzły, albo kiedykolwiek się ich uczył, wie że co osoba to inny metoda wiązania tego samego węzła. Więc do mojej mentalnej szuflady wskoczyło kilka przydatnych metod i rodzajów węzłów.

A kiedy wszystko się skończyło, satysfakcja uderzyła we mnie jak fala. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. W pociągu zasypałam bliskich zdjęciami i opowieściami, jakbym właśnie wróciła z wyprawy na koniec świata, prawie jak po rejsie na Antarktydę.

Czy jestem teraz specjalistką od survivalu?

Zdecydowanie nie. Teraz wiem tylko… jak wiele jeszcze nie wiem. Ale przynajmniej wiem już, że określanie kierunku świata na podstawie mchu na drzewach jest mitem. Jest kilka innych przydatnych metod bez użycia GPS.

Każdy ze szkolenie wynosi to co chce.

Czy zamienię wygodne podróże na życie w krzakach?

Wątpię. Szkolenie survivalowe dało mi jednak pewność siebie, że co by się nie wydarzyło (czy to w podróży po mieście, lesie, dżungli czy stepie) to sobie poradzę. Nie nabyłam wszystkich umiejętności do przeżycia w ciężkich warunkach, ale napewno moja pewność siebie, kreatywność i zaradność wzrosły. Wiem, że wachlarz moich podróży właśnie się powiększył. Obok żeglarstwa pojawił się kolejny sposób odkrywania świata.

A czy zapisałam się już na zimowe szkolenie z budowaniem jam śnieżnych?

Cóż… tego dowiemy się dopiero z mojego IG. Wpadaj tam po relacje nie tylko z survivalu.

Skąd w ogóle ten pomysł?

Latem 2026 ruszam na wyprawę w zupełnie nowym dla mnie stylu: 8–10 dni z 20kg plecakiem (brzmi znajomo?) w duecie, gdzie przyjedzie mi zmierzyć się ze sobą i naturą.

A to szkolenie było pierwszym krokiem do tego, żeby sprawdzić, czy naprawdę dam radę.

I chyba po raz pierwszy mogę powiedzieć: tak!

• współpraca reklamowa • zaproszenie • Survival Expert

Szkolenie i post powstały w ramach współpracy reklamowej z Survival Expert Polska.

Dziękuję za to szkolenie, wsparcie i rady. Nie musisz chcieć żyć w krzakach, aby zapisać się na przygodę z Survival Expert. To doświadczenie ma wiele wymiarów i warto choć raz w życiu spróbować. Jakby co to parking jest blisko i zawsze możesz zrezygnować. U nas wszyscy zostali.

Dlaczego warto spróbować

  1. W podróży lepiej wiedzieć, co zrobić, gdy plan A właśnie się skończył.
  2. Poczucie „ja to ogarniam” jest bezcenne. Za wszystko inne zapłacisz karta MasterCard.
  3. Jak następnym razem GPS powie Ci „kieruj się na południe” to będziesz wiedzieć, gdzie to, nawet bez GPS.
  4. To szkolenie to taki „reset życia”: w lesie nie ma maili, deadlinów ani kota pukającego w klawiaturę.
  5. W lesie nie działa Wi-Fi, ale za to świetnie działa współpraca. Szkolenia integracyjne dla firm.
  6. To idealny sposób na prawdziwe bycie razem, bez ekranów i pośpiechu. Szkolenia dla rodzin z dzieckie.
  7. Dla dziecka stajesz się superbohaterem, tym, który potrafi rozpalić ogień, zbudować schronienie i ogarnąć chaos.
  8. Po tym szkoleniu korki, kolejki i zgubione klucze przestają wywoływać dramat.
  9. Jeśli przetrwasz noc pod gołym niebem z partnerem/partnerką, żadna kłótnia o pilot do telewizora nie jest straszna.
  10. Instruktorzy znają się na sprzęcie lepiej niż każdy komentarz na AliExpress.
  11. Po tym szkoleniu wiesz, że potrafisz więcej, niż myślisz.
  12. Satysfakcja z własnych umiejętności jest jak deser, którego nikt nie może Ci podkraść.
szkolenie survivalowe - Jak nauczyłam się rozpalać ogień i gasić panikę - szkolenie survivalowe
Gdy już ogarnęliśmy nawigacje i azymuty poszliśmy w las zastosować nową wiedzę w praktyce. Zdjęcia jak z wycieczki szkolnej 😉

Poczytaj więcej ciekawych postów!

Napisz do mnie