Trzęsienie ziemi, złamane serce, czyli 1.5 roku wymówek

Martyna SKura

Wulkan energii! Z wykształcenia inżynier, z zawodu menadżerka, z przypadku nauczycielka angielskiego, z zamiłowania podróżniczka i instruktorka nurkowania. Przygoda, outdoor, to moje grupie imię.

Książka "Podróże na własnej skórze" Martyna Skura

Moja książka

"Podróże na własnej skórze"

Podziel się!

20 stycznia minął dokładnie rok od mojej przeprowadzki do Playa del Carmen. Mamy początek czerwca. W ciągu tego prawie 1,5 roku na blogu pojawił się 1 post. Słownie JEDEN post. Już dawno temu zapadłam się pod ziemie ze wstydu. Według mojego moralnego GPSu jestem gdzieś przy jądrze ziemi wraz z moim wstydem.

Wracając z Meksyku zagadała mnie w Brukseli Julia (Polka prowadząca hostel w Meksyku), zapytala czy jestem z Polski i prowadze bloga podróżniczego. “No prowadziłam…”. Jedna z Was zapytała mnie na Instagramie czy blog bedzie reaktywowany…

Jak w jednym poście wyjaśnić jak wyglądało moje życie w Meksyku? Dlaczego przez tak długi czas niczego nie napisałam? Mogę znaleźć wiele powodów, ale czy są wiarygodne i czy był jakiś jeden główny? Liste podstawowych wymówek prezentuję poniżej.

Party Queen by 10 pm in bed

Pracowałam 6 dni w tygodniu. Wstawałam o 6 rano. Zbiórka o 7 i transport do hotelu, w którym pracowaliśmy. Śniadanie od 7.30 do 8. Później się przebrać, przygotować do pracy i o 8.30 pojawiali się klienci. Na lunch w najlepszym wypadku mieliśmy 1 godzinę. Liczyło się to od momentu wyjścia z basenu/łodzi, bieg do szatni, przebranie się z pianki w uniform, marsz do stołówki zajmujący ok 10 min, wciągnięcie jak odkurzacz lunchu, marsz do centrum nurkowego, przebranie się w piankę i gotowi na przyjście kolejnych klientów i nurkowanie. Teoretyczny koniec pracy o 17:00 i transport do domu o 17:30, ale chyba 5 razy w ciągu całego roku udało nam się skończyć o tym czasie. Na ogół była to 18:00 a w szczycie sezony raczej 19:00 lub nawet później. Po pracy na piwo i kolacje i do domu. Rzadko w odwrotnej kolejności, bo po ciepłym prysznicu w domu żadna siła by mnie z mojego mieszkania nie wyciągnęła. Zawsze powtarzałam znajomym “I’m a party queen, by 10 pm in bed”. Po pracy po prostu padałam na twarz. Przez pierwszy miesiąc najpóźniej poszłam spać o 21. Ze współlokatorką prowadziłyśmy kalendarzyk wieczornych wyjść. Plan był taki, że 2 razy w tygodniu wyjdziemy gdzieś po pracy. Na początku było ciężko trzymać się nawet tego. Z czasem można trochę tę granicę przesunąć, ale nasze ciało w końcu powie STOP!

Czy w tym trybie życia widać gdzieś czas na zasiadanie do laptopa i pisanie bloga?

- Trzęsienie ziemi, złamane serce, czyli 1.5 roku wymówek
Tak wyglądają zmęczeni nurkowie, kiedy skończyli pracę o 20:00 i zdecydowali się na piwo. Trochę nie wyraźne zdjęcie, bo i my wyglądaliśmy nie wyraźnie.

Gdy nie ma pola

Przez pierwsze 8 miesięcy w moim mieszkaniu nie miałam Internetu. Kontakt ze światem zewnętrznym miałam tylko przez telefon. Po całym dniu pracy, padnięta, wracałam do domu, zjeść, prysznic i jest już po 20. Kawiarnia z szybkim wifi po 20:00 nie była po drodze.

Sen

Przez cały pobyt w Meksyku miałam jeden dzień wolny. Na ogół ten sam co tydzień, ale nie zawsze. Były tygodnie, że pracowałam 10 dni ciurkiem. Baza musi pracować cały czas, każdy z nas dostawał inny dzień wolny tak, aby baza miała obsługę cały tydzień, przez cały rok. W Boże Narodzenie musieliśmy być w pracy o 7.30 rano. Zatem dzień wolny był prawie zawsze samotny, bo wszyscy inni pracowali.  Najczęściej odsypialiśmy cały tydzień pracy, zakupy, pranie, telefony do domu i rodziny, bo tylko w dzień wolny można było zgrać różnice czasowe. Mając tylko jeden dzień wolny daleko nie zajedziesz, bo liczba atrakcji i miejsc do odwiedzenia jest ograniczona.

- Trzęsienie ziemi, złamane serce, czyli 1.5 roku wymówek
Czasem chce Ci się spać nawet pod wodą

Kuba i trzęsienie ziemi

Podczas mojego visa run na Kubę w czerwcu, strażnik na granicy zalał mi laptopa. Tak mocno zgniótł plecak, że butelka z płynem pękła i zalała komputer. Możecie sobie wyobrazić, że księgą skarg i zażaleń w tym kraju nie istnieje i nie ma szans na zwrot kosztów. Naprawienie laptopa w Meksyku zajęło 5 miesięcy. W międzyczasie firma, która miała dostarczyć matrycę została zmieciona z powierzchni ziemi, bo w Mexico City było trzęsienie ziemi. Jakieś jeszcze dowody Prawa Murphiego? 😉

Kardiologia

Nie piszę tu dużo o swoim życiu uczuciowym. Podczas 1,5 roku w Meksyku złamano mi serce 2 razy. Ten drugi spektakularnie… Pamiętacie jak to jest jak się ma złamane serce? Na pewno nie chce się być samemu, w 4 ścianach, bo myśli nas nie opuszczają. Skupienie podczas tworzenia i pisania jest bliskie zeru. A laptop nie jest wodoodporny i może przyjąć tylko pewną ilość spadających na niego łez. Każda z nas wie, że na zaleczenie tych problemów kardiologicznych potrzeba czasu. Stąd wzięły się te liczne szkolenia i kursy, wieczorki filmowe ze znajomymi, przeprowadzka, spędzanie czasu ze znajomymi po pracy. Złamane serce sprzyja karierze…

- Trzęsienie ziemi, złamane serce, czyli 1.5 roku wymówek
Po zakończeniu kilkutygodniowych kursów: gaz blender i technik sprzętowy. Coś mi jeszcze z tych studiów inżynierskich zostało.
- Trzęsienie ziemi, złamane serce, czyli 1.5 roku wymówek
Czasem bywa tak, że ludzie pojawiają się w naszym życiu niespodziewanie. Krzysiek z Gdańska pojawił się w Playa pojawił się dokładnie w okresie leczenia złamanego serca. Liczne wieczorki filmowe i wypady na plażę czy rower zdecydowanie pomogły.

Top 10 w Playa del Carmen

Po wielu latach prowadzenia bloga znacie mnie już i wiecie, że posty w stylu “Top 10 w Meksyku” to nie moje bajka. Napisałam kilka takich postów, ale nie czułam się z nimi dobrze. Próbuję pisać posty z przesłaniem, głębszą myślą, lekcją którą wyciągnęłam z życia. O tym jakie jest życie w miejscach zwanych “rajem”. Takie posty jednak powstają długo. A im dłużej mieszkam za granicą, tym przemyślenia są dłuższe i wymagają więcej czasu na przeniesienie na papier.

- Trzęsienie ziemi, złamane serce, czyli 1.5 roku wymówek
Wymówki wymówkami, ale 1,5 roku w Meksyku było niesamowite i na pewno dowiecie się czemu.

Chciałabym Wam więcej opowiedzieć o moim meksykańskim doświadczeniu. O zmaganiach dnia codziennego mieszkania w raju, o tym jak dużo udało mi się osiągnąć w ciągu tego 1,5 roku i dlaczego nie zdecydowałam się tam zostać. Po tak długim czasie niepisania i po tym wpisie widzę, że muszę odkurzyć swój warsztat pisarski 😉

Poczytaj więcej ciekawych postów!

Napisz do mnie