Osobiste

Święta w domu, gdy dom jest daleko.

15 grudnia 2014
10846907_10205417230939901_1124099588_n

Kto jeszcze nie zauważył, że idą święta?

Jakie jest Wasze pierwsze skojarzenie o tej porze roku? Śnieg, choinka, prezenty, rodzinna atmosfera? Spotykamy się wtedy z bliższymi i dalszymi krewnymi, w domu przy wigilijnym stole. A co robią ci, których dom jest daleko? Polacy, którzy mieszkają za granicą?

Sama spędziłam święta oddalona o 8 stref czasowych od domu w Chinach i Tajlandii. Dziś inni blogerzy opowiedzą Wam o swoich świętach na krańcach świata, gdzie mieszkają.

Ola Świstow, znana również jako  Pojechana

Tegoroczne Boże Narodzenie będzie trzecim spędzonym poza Polską (i wszystko wskazuje, że nie ostatnim). W 2012 roku byłam w Kantonie (Chiny) i najbardziej świątecznym akcentem była ryba w Wigilię (konkretnie sushi, ale nie czepiajmy się szczegółów). Urządziliśmy też z przyjaciółmi w Shenzhen świąteczną domówkę, na której spod dmuchanej, przystrojonej jak choinka palmy, losowaliśmy prezenty. Boże Narodzenie w 2013 roku spędziłam na kempingu na australijskiej plaży więc „świąteczną” kolację przyrządziłam na kuchence turystycznej (smażone kiełbaski), ale pichciłam ubrana w czapkę mikołaja więc bożonarodzeniowy akcent był. W tym roku święta spędzę odrobinę bardziej tradycyjnie- z moimi przyjaciółmi w Shenzhen, gdzie mieszkam od ponad dwóch lat (Chiny). Będzie choinka i prezenty, grzane wino i piernik.

A co z tradycjami? W Chinach nie obchodzi się Bożego Narodzenia, a ja z europejskich tradycji praktykuję głównie te ulubione- obdarowywanie bliskich prezentami.

Coś tradycyjnego, polskiego? A pierogi z truskawkami się liczą?

Zawsze przy takich szczególnych okazjach jak święta, urodziny, rocznice, tęsknię bardziej za bliskimi. Ale to takie dobre tęsknoty są, bo przypominają, że gdzieś tam, na końcu świata, są ludzie, dla których jestem ważna. I… krokietów z kapustą i grzybami brakowało mi też.

Święta poza domem mogą przynieść refleksję, tęsknotę, smutek, radość, a nawet ulgę– to wszystko zależy od konkretnego człowieka, całe szczęście jesteśmy różni.

Moje święta najlepiej opisuje tytuł filmu „Święta last minute”. U mnie wszystko zawsze na wariata, nie ma wyjątków dla świąt.

SONY DSC

Marcin Wesołowski z bloga Wojażer 

Pierwsze Święta Bożego Narodzenia poza Polską spędziłem w 2007 roku w Lishui, jakieś 500 kilometrów na południe od Szanghaju. Pracowałem wtedy w Chinach jako nauczyciel i nie miałem możliwości wrócić do domu na te kilka dni. Drugie Święta, które spędziłem poza swoim domem rodzinnym, ale za to w domu rodzinnym mojej żony, przypadły na czas naszego pobytu w USA. Ten czas był o wiele przyjemniejszy, niż Wigilia na krańcach Azji.

Boże Narodzenie w Chinach to akurat straszno-śmieszna historia. Śmieszna, ponieważ przez długie dni przekonywałem Chińczyków jak dla katolickiego Polaka ważny jest okres od 24 do 26 grudnia. Ponieważ w Chinach były to dni robocze, starałem się wywalczyć przynajmniej czas wolny, aby w miarę miło spędzić ten specyficzny okres. Po wielu negocjacjach udało mi się wymusić na moim państwowym i komunistycznym pracodawcy, totalnie katolickie wolne. Ile tłumaczeń i opowieści o wierze, katolicyzmie, Polsce, mnie to kosztowało, to już inna sprawa! Cytat z rozmowy: „You know, our pope, John Paul II…” – Chińczyk udaje zorientowanego – „ooo, I know, the famous football player!” Gdy już wywalczyłem swoje, przyszedł czas na organizację. Cóż, jedyne, co zrobiłem, to postawienie choinki w salonie. Wigilia, którą spędziłem wtedy z moją ówczesną partnerką, składała się prawie wyłącznie z mięsa, za to w jednej z najlepszych restauracji w mieście. W ogóle nie czuliśmy smaku i uroku świąt! Strasznie zrobiło się, gdy połączyliśmy się z Polską przez skype. Widok opłatka, rodziny, choinki, śniegu, nikt nie dał wtedy rady a pozostałe 2 dni to po prostu jedna wielka depresja. O wiele łatwiej i fajniej było w USA – polska wigilia, polska pasterka, polski ksiądz, wszystko polskie, choć miało miejsce w głównym mieście stanu Connecticut.

Czy ugotowałem jakieś tradycyjne polskie jedzenie? Ja w ogóle nie potrafię zrobić do jedzenia nic oprócz kanapki, więc nie, nie robiłem nic tradycyjnego. A nawet jakbym chciał, to nie miałbym z czego. Gdy chciałem zjeść jakiekolwiek europejskie jedzenie, musiałem jechać 250 kilometrów do najbliższego miasta, gdzie był Wallmart. W USA było za to wszystko to, co w Polsce.

Czego mi brakowało? Gdy wracałem z chińskiej emigracji powiedziałem mojej mamie – „błagam, na powitanie uszka z barszczem!”. Robi je tylko raz w roku i w 2008 roku zrobiła wyjątek. To tego brakowało mi najbardziej jeśli chodzi o smaki. Ale tak po prostu, brakowało bliskich, wspólnego kolędowanie, ciepła domu, spaceru na pasterkę, wszystkiego, co w Polaku jest niejako zakodowane od małości!

Czy każdy choć raz powinien spędzić Boże Narodzenie po za domem? Uważam, że to sprawa każdego człowieka i nigdy nie krytykowałbym nikogo za taki wybór. Ja już bym się na to nie zdecydował. A jeśli miałbym wyjechać na święta to tylko pod takimi warunkami: Z całą najbliższą rodziną oraz do Izraela lub Rzymu. Te miejsca kojarzą mi się ze świętami, i jeśli pojechaliby ze mną bliscy, zdecydowałbym się na Święta poza Polską!

Film najlepiej opisujący moje święta w USA, to zapewne „Kevin sam w Nowym Jorku”, jeśli zaś mowa o świętach w Chinach, to zdecydowanie „Kevin sam w domu”, czyli proszę, oddaj mi moją rodzinę, już nie chcę, żeby znikali!

świąteczne występy w Chinach wigilia w Lishui

Zuza Chmielewska prowadząca bloga Zu in Asia

Mieszkam w Kuala Lumpur, w Malezji, od ponad 2 lat. Przyjechałam sama, bez rodziny czy chłopaka, więc na początku było mi trochę ciężko. Ale zakochałam się w tym kraju i zostałam na dłużej. W związku z zawirowaniami kariery na Boże Narodzenie rok temu, w 2013 roku, musiałam zostać w Malezji, i to były moje pierwsze święta bez rodziny, za granicą. Miałam wokół mnie mnóstwo przyjaciół, więc stwierdziłam, że zrobię tradycyjną polską wigilię właśnie dla najbliższego grona znajomych. Malezyjczykom wydaje się że kultura amerykańska to to samo, co europejska (polska, hiszpańska… dla nich to to samo) i że na pewno jemy w tym dniu indyka itp. Postanowiłam więc, że połączę to z edukacją kulturową

W związku z tym, opowiedziałam gościom o tym, jak świętuje się święta w Polsce, kupiłam malutką sztuczną choineczkę, przeprowadziłam też cały proces dzielenia się opłatkiem. A na deser zrobiłam grzane wino, które też jest dla mnie tradycją.

Oczywiście, bardzo chciałam ugotować dania które zawsze pojawiają się na stole na Gwiazdkę w Poznaniu. Ale w Azji gotowanie nie jest takie łatwe – żeby znaleźć mak musiałam przejść 8 supermarketów, biały ser do pierogów był droższy niż złoto, ale za to przeżyłam radość roku, znajdując gotowe pierniczki w jednej z piekarni. Największym problemem był opłatek: jest to tradycja typowo polska, i o opłatku nikt tu nie słyszał. Koniec końców kupiłam cieniutkie białe ciasteczka i udawałam, że „tak ma być”. Na stole był barszcz czerwony z kluskam lanymi, pierogi ruskie, makiełki, grzybki w occie, chleb, sernik, sałatka jarzynowa i mandarynki. Gotowanie zajęło mi cały dzień, ale było tego warte! Moi znajomi byli oczarowani, tylko przeraził ich smak grzybków w occie, a pierogi ruskie polali sobie sosem chilli. Ale smakowało im!

Zdecydowanie brakowało mi rodziny! No i porządnych potraw gotowanych na prawdziwych polskich składnikach, a nie azjatyckich zamiennikach. Ile ja bym oddała za suszone grzybki albo za zupę grzybową cioci Ali! Z rodziną połączyłam się po kolacji na skype, dzięki 8-godzinnej różnicy czasu akurat wszystko się zgrało. Laptop stał na stole wigilijnym w Poznaniu, z włączoną kamerą, tak , żebym czuła się, jakbym tam była. Dosłownie widziałam półmiski podawane z rąk do rąk i słyszałam rozmowy między mamą i babcią. Czułam się jakby bliżej rodziny, naprawdę mi to pomogło poczuć się lepiej!

Czy warto spędzić święta po za domem choć raz w życiu? Mimo tego, że nie były to najweselsze święta w moim życiu, to dużo mnie nauczyły – najbardziej tego, żeby doceniać to co się ma, zwłaszcza rodzinę.

Zdecydowanie moje święta porównałabym do „Kevina Samego w Domu” – moje dania były co prawda bardziej wyrafinowane niż makaron z mikrofalówki, ale też bardzo tęskniłam za rodziną. No i musiałam być tak kreatywna jak on!

10735709_10205417237940076_692926991_n 10846713_10205417259460614_246479347_n 10846907_10205417230939901_1124099588_n

Jowita Łukaczyńska znana z Polacos de Polonia

Święta Bożego Narodzenia w 2013 roku spędziłam w Japonii, w Hitachinaka w prefekturze Ibaraki. Było to podczas mojego wolontariatu w Państwie Wschodzącego Słońca. Kilka miesięcy wcześniej zaskoczyłam moich bliskich kupując bilet do Tokio w jedną stronę. Nie wiedziałam jeszcze wtedy co będę w Japonii robić, ale wiedziałam że bardzo chcę zrealizować swoje marzenie. Z pomocą przyszedł program WWOOF, dzięki któremu mogłam mieszkać z japońskimi rodzinami. W ten sposób podczas Bożego Narodzenia nie byłam sama. Byłam ze swoją japońską rodziną, której pomagałam w domu i w prywatnej szkole angielskiego.

W Japonii święta są bardzo skomercjalizowane, a największą atrakcją jest wizyta w KFC albo oglądanie iluminacji w miastach. Rodzina u której mieszkałam nie była typowa. Mieli już wcześniej wolontariuszy także wiedzieli, że dla wielu z nich święta są czymś ważnym. 24 grudnia przygotowaliśmy wspólnie kolację, w której skład wchodził również popcorn!

Ugotowałam pierogi. Z kapustą i grzybkami mun ; ) Rodzice przesłali mi w liście opłatek, który również położyłam na stół.

Brakowało mi rodziny, śpiewania kolęd i wielu polskich potraw.

Czy każdy powinien spróbować świąt po za domem? Nie uważam by każdy powinien spędzić święta po za domem. To sprawa indywidualna, jeśli jesteśmy przywiązani do swojej rodziny spędzanie Bożego Narodzenia oddzielnie może być bolesne.

Jeśli mogłabym wymyślić tytuł filmu opisujący moje święta to byłby to film pt. Jowita-sama* w Hitachinaka ^^ *Sama- przyrostek używany w stosunku do osób o wysokiej pozycji społecznej.

10818559_764342543612990_368932392_n

Ewa Janisz z Post Travel Thoughts

Pierwsze święta po za domem spędziłam we Włoszech, dwa lata temu, na pierwszym roku studiów magisterskich. Okoliczności były dość ponure, utknęłam w małym miasteczku kilkadziesiąt kilometrów od Bolonii. Nie było mnie stać na podróż do domu (gdy do i tak wysokiej ceny biletu lotniczego dodałam koszt dojazdu do Bolonii oraz do Gdańska z Warszawy, złapałam się za głowę), uniosłam się więc ambicją i postanowiłam spędzić przerwę świąteczną we Włoszech.

Czy zachowałam jakieś tradycje (swoje lub lokalne)? Chyba nie pasuję do żadnej z tych kategorii. Wieczór spędziłam pod kocem, oglądając film za filmem. Potem połączyłam się przez Skype z rodziną w Polsce – patrzyłam na pięknie udekorowany stół pełen świątecznych potraw, choinkę, a przede wszystkim na moich bliskich i próbowałam sobie i im wmówić, że nie mam problemu nie będąc z nimi. Emocje mi puściły, gdy dostałam o północy pasterkowo-imieninowego smsa z życzeniami świątecznymi…

Nie uznaję zamienników typu barszcz z torebki, więc odpuściłam sobie tego typu potrawy (a uwielbiam je!). Nie wiem, jak Boże Narodzenie celebrują Włosi i czy nawet w Wigilię jedzą makaron – jeśli tak, to na swój sposób świętowałam „po lokalnemu” – zrobiłam podejście to zapiekanki makaronowej ‚na bogato’ Brzmi kiepsko? Cóż, efekt był jeszcze gorszy – zapiekankę spaliłam…

Najbardziej brakowało mi barszczu z uszkami (dla mnie kolacja wigilijna mogłaby kończyć się na barszczu). Zapachu choinki. Atmosfery przygotowań – nie tylko tych w kuchni, ale raczej przede wszystkim rorat, poprzedzających Boże Narodzenie. A najbardziej brakowało mi ludzi, składania życzeń, pasterki u dominikanów.

Mam znajomych, którzy wykorzystują ten czas na urlop, jadą na wakacje w ciepłe kraje i wracają zadowoleni, że uniknęli świątecznego wariactwa i wymuszonych spotkań przy wigilijnym stole. Problemem nie jest spędzanie świąt poza domem, ale bez bliskich ludzi. Dla mnie Boże Narodzenie to piękny czas przypominania sobie i odkrywania sensu, dzielenia się miłością, dawania i przyjmowania. Samotne święta to nic przyjemnego i nawet ja, świetnie odnajdująca się we własnym towarzystwie, czułam się fatalnie.

‚Love actually’ jest chyba jedynym filmem ‚świątecznym’, jaki znam. Może nie opisuje moich świąt poza Polską, ale… oglądałam ten film w wigilijny wieczór, więc zdecydowanie kojarzy mi się z moimi włoskimi świętami.

Dla każdego z nas Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy okres. Staramy się, choć w małym stopniu nawiązać do naszych polskich tradycji, mimo, że jesteśmy na innym kontynencie. Brakuje nam bliskich i pierogów. Wielu z nas spędzi tegoroczne święta w domu z daleka od domu. Będziemy stroić palny albo sztuczne choinki, dzielić się ciasteczkami zamiast opłatka i oglądać „Kewina”. Będziemy się cieszyć tym co mamy i życzyć Wam Wesołych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów blogerów i zostały użyte za ich zgodą.

You Might Also Like

13 Comments

  • Reply Tati B. 16 grudnia 2014 at 16:18

    ja już 13 lat spędzam święta poza domem, w Polsce 🙂

    • Reply life in 20 kg 16 grudnia 2014 at 16:44

      Ja jesli juz w Polsce to w domu rodziny (niekoniecznie rodzinnym). Teraz 3cie z rzedu swieta po za granicani ojczyzny. Po Chinach i Tajlandii przyszla kolej na Maroko 🙂

      • Reply Tati B. 16 grudnia 2014 at 16:59

        ja cały czas jestem poza granicami ojczyzny, więc nikt w Polsce o moich świętach nie pamięta. A i na katolickie święta wolę wyjeżdżać, gdzie indziej 🙂

  • Reply www.lkedzierski.com - blog o podróżach 16 grudnia 2014 at 21:55

    A my lubimy spędzać święta rodzinnie w domu, bez żadnych wyjazdów 🙂

    • Reply life in 20 kg 16 grudnia 2014 at 21:57

      I super 🙂 wazne zeby byc szczesliwym w takie dni! 🙂

      • Reply Marcin Wesołowski 18 grudnia 2014 at 20:15

        Dokładnie. Każdy niech spędza jak chce i jak się podoba! 🙂 ja np przy całej miłości do podróży, spędzam je w domu, przynajmniej w tym roku i w większości 🙂

  • Reply Karolina 16 grudnia 2014 at 23:03

    Chociaż Wielkanoc już od kilku lat spędzam poza domem, to w tym roku po raz pierwszy czeka mnie to samo w Boże Narodzenie. I jestem załamana. Może to kwestia zżycia z rodziną, ale choć wiele osób na Gwiazdkę lubi i chce wyjeżdżać, to ja do nich niestety (stety?) nie należę.

    • Reply life in 20 kg 16 grudnia 2014 at 23:25

      Też jestem zżyta z rodziną. Pierwszą Wielkanoc spędziłam w Azerbejdżanie i było cieżko. Następne w Liceroplu i Gruzji były juz lżejsze. Pierwsze Boże Narodzenie spędziłam w Chinach i nie było łatwo, następne w Tajlandii juz lepiej. W tym roku 3-ci rok z rzędu bede po za domem rodzinnym, bo w Maroku ale z siostra. Moze to kwestia przyzwyczajenia. Po tych wszystkich podrozach i świętach po za domem, paradoksalnie czuje sie jeszcze bardziej zżyta z rodzina 🙂

  • Reply Karolina 17 grudnia 2014 at 13:16

    Sześć lat temu spędziłam Boże Narodzenie we Francji i chociaż ciekawie było odkrywać francuską kulturę od podszewki właśnie w czasie Świąt, to nic nie zastąpi polskiej Wigilii.

  • Reply Karol Werner 17 grudnia 2014 at 16:19

    Ja byłbym mega zadowolony obchodząc święta gdzieś daleko. Nie obchodząc znaczy sie! Nie lubię tego całego mikołajowego bałaganu!!

  • Reply Jowita Łukaczyńska 18 grudnia 2014 at 10:39

    Dzięki za uwzględnienie mnie 🙂 W tym roku znów spędzam święta poza Polską, w Madrycie ale chociaż teściowie wpadają w odwiedziny :))

  • Reply Marcin Wesołowski 18 grudnia 2014 at 20:16

    Jak tak patrzę na to moje zdjęcie, i pamiętam tą mięsną pseudowigilię w Chinach, to mi się banan robi na twarzy, choć wtedy nie było mi do śmiechu 😉

    • Reply life in 20 kg 18 grudnia 2014 at 21:47

      Mam takie same odczucia jak mysle o moch swoetach w Chinach! 🙂

    Leave a Reply