Chiny Praca za granicą

Jak zaskakuje chińska szkoła

3 listopada 2014
Klasa 2. Najbardziej uciążliwa , było czasem dużo krzyku i problemow z dyscyplina.

Szkoły chińskie na wielu krokach mnie zaskakiwały. Pozytywnie, negatywnie i w nieokreślony sposób.

Pracowałam w prywatnej szkole z internatem, gdzie uczniowie w tygodniu mieszkali w ośmioosobowych dormitoriach a na weekend wracali do domów. Szkoła  zabraniała posiadania przez uczniów telefonów, latopów, mp3, gier elktronicznych. Wszyscy uczniowie mieli je zosatwić w domu. Jakiegoś dnia sprawdzając obecność zauważyłam, że nei ma jednej uczennicy a to zdarzało się rzadko. Od innych uczniów usłyszałam, że została ona przyłapana na posiadaniu telefonu i zawieszona na tydzień. Została odesłana do domu.

Skąd ten rygor? Dzieci miały sie skupić na nauce, tylko i wyłącznie. Na moje pytanie:”Ale przecież internat może im pomóc w nauce, wyszukać informacje itp.” moja asystentka odpowiedziała, że to jest szkoła tradycyjna i oni wierzą, że takie metody są skuteczne.

W chińskich szkołach, które znałam, to uczniowie odpowiadają za jej czystość i porządek. Co tydzień inna klasa ma dyżur i odpowiada za jej sprzątanie. W trakcie długiej przerwy na lunch (1,5 godziny) biorą miotły, szufelki, grabie i sprzątają teren szkoły.

Klasa 1. Najspokojniejsza ze wszystkich klas. Bardzo zaangażowani.

Klasa 1. Najspokojniejsza ze wszystkich klas. Bardzo zaangażowani.

Klasa 4. Moje szalone urwisy. Wysoki chłopak po lewej to przyszły łamacz serc!

Klasa 4. Moje szalone urwisy. Wysoki chłopak po lewej to przyszły łamacz serc!

O ćwczeniach oczu pisałam ostatnio tutaj.

Codziennie dzieci otrzymują posiłek i dodatkowe przekąski. Rano około 9, małe dzieci otrzymywały jogurty (słodkie oczywioście) a moi gimnazjaliści jakeiś ciasteczko lub inną dziwną chińską przekąske np. kurze nóżki czy niezindentyfikowane mięso. Popołudniu około 14 otrzymywali owoce. Pomidorowy zaliczane są w Chinach do owoców (wyobraźcie sobie moje zdziwienie pijąc sok owocowy a tam pomirowy! – p.s. nie lubię soku pomidorowego). Długi, zielony ogórek najwidoczniej też. Owoce wydawała pewna pani, nazywana przeze mnei Fruit Lady. Wydzielała owoce wszystkim uczniom do reklamówek, po 1 lub dwa owoce na osobę. Ale gdy ja przychodziłam ona uśmiechała sie i otwierała moją torbę i wrzucała mi owoce bez limitu, po 5 a nawet 7.  Jedna uczennica zorientowała się po jakimś czasie i podchodziła do mnie po cichu i pytała czy dam jej ekstra owoc.

Kto był w Chinach w szkole? Co Was zaskoczyło?

 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply