Nurkowanie Osobiste

Gdy karma wraca…

13 lipca 2018

Gdy natura jest przeciwko Tobie

Wracałam w piątkowy wieczór do domu. Jechałam rowerem i złapała mnie ulewa. Takie rasowe oberwanie chmury. Playa del Carne jest tak zbudowana, że nie ma w mieście żadnych drzew, pod którymi można się schować lub dachów domów. Wszystko jest jednym wielkim klockiem. Zanim dojechałam do domu cały mój plecak był przesiąknięty. A w nim po za ubraniami, książką i jakimiś innymi pierdołami, obydwa telefony. Zalane. Nie działały. Akurat następnego dni był mój dzień wolny. Pół dnia spędziłam w serwisie. Nie dano mi zbyt wiele nadziei. Musiałam z marszu kupić telefon. 300 dolarów od tak, musiałam wyciągnąć z konta oszczędnościowego. „Rzeczy materialne to tylko rzeczy” – próbowałam sobie wytłumaczyć. W całej tej sytuacji i tak potrzebowałam nowego telefonu, bo tamten nie podziałałby zbyt długo. Pomyślałam:” Przynajmniej mam nowy, fajny telefon”.

Misja poszukiwawczo – ratunkowa

Następnego dnia w pracy ćwiczyliśmy ze stażystami scenariusze ratunkowe przy molo. Podczas takich zajęć co chwile zdejmuje się sprzęt i znów zakłada, zdejmuje i zakłada. Po południu Zorientowałam się, że brakuje mojego komputera nurkowego (urządzenie potrzebne do nurkowania, wielkości większego zegarka) i kompasu. Po przeszukaniu całej przebieralni, swojego sprzętu, pobiegłam na molo z cylindrem w ręce i zaczęłam przeszukiwać cały teren. Szukałam kilka godzin tego popołudnia, następnego dnia było nas 4 instruktorów. Zawiadomiłam ochronę, w razie, gdyby ktoś znalazł i oddał. Kilku marynarzy też się zaangażowało. Z zerowym skutkiem. Komputer miał 1 miesiąc i kupiłam go za ciężko zarobione pieniądze. Instruktor nie może pracować bez komputera nurkowego. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała kupić nowy. Znowu kilkaset dolarów, bo w Meksyku wszystko jest 2 razy droższe, bo trzeba to sprowadzać z zagranicy. Wtedy już się podłamałam. Już nie było: „Przynajmniej będę miała nowy komputer”. Był płacz. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego to wszystko mi się dzieje. Gdzie i kiedy w międzyczasie zrobiłam coś tak złego, że teraz karma do mnie wraca.

Tour de Mexico nie przejadę

Lista dowodów na prawo Murphy’iego się jeszcze nie wyczerpała. Zepsuł mi się rower, a bez niego w Playa del Carmen nie mogłam się praktycznie przemieszczać. Stamtąd, gdzie mieszkałam wszędzie było daleko. Oczywiście jak to bywa w Meksyku nie da się czegoś naprawić od ręki albo wygooglować serwisu rowerowego. Trzeba znać ludzi albo wiedzieć, gdzie taki serwis jest.

Gdy rozum chce zabić serce

I to spektakularnie złamane serce. Bardzo boleśnie zakończyła się znajomość z osobą, która przez ostatnie pół roku była mi najbliższa. Bardzo ciężko jest kogoś poznać w takim trybie pracy i życia, na emigracji. Nie ma się tych znajomych z podwórka, szkoły, liceum. Studiów, poprzedniej pracy. Nie mówi się lokalnym językiem. Trudno jest utrzymać relację, bo jak się już kogoś pozna to coś się zawsze wydarzy i jedno z Was musi wyjechać, przeprowadzić się, zostaje zwolnione z pracy. Pierwszy raz po zerwanych zaręczynach w 2015 roku, poczułam, że mogłabym się otworzyć i zbudować relację z drugą osobą. Widać wszechświat miał inne plany. Tu już nie było płaczu, była rozpacz. Tak szczera, bolesna, łamiąca głos za każdym razem, gdy się o tym mówi, nawet po kilku miesiącach.

Odczyn pH – obojętny

Osiągnęliście kiedyś taki stan umysłu, że gdy tyle złych, trudnych i ciężkich rzeczy Wam się przydarza, po prostu się wyłączacie. Jakby zabrakło Wam już łez i sił. Jakby włączył się w Was tryb podstawowy albo przywróciły ustawienia fabryczne. Po prostu funkcjonujecie na bardzo podstawowym poziomie, nie angażujecie się w żadne rozmowy, relacje, czasem nie jecie albo jecie byle co. Chyba wtedy osiągnęłam taki stan.

Gdy ktoś słucha

Przy tym wszystkim życie toczy się dalej. Trzeba było wstać, iść do pracy, rozmawiać z klientami, brać ludzi pod wodę. Kilka bliskich mi osób z pracy było przy mnie, gdy te wszystkie rzeczy maiły miejsce. Zamiast płakać w poduszkę mogłam przynajmniej wypłakać się w czyjeś ramię. Przez centrum nurkowym w kurorcie przewija się setki klientów. Z niektórymi można się zaprzyjaźnić a innych nie pamięta się po 5 minutach od zakończenia nurkowania. Przez ten cały tydzień katastrof życiowych, nurkował ze mną Paul. Amerykanin, po 50, średni nurek, czasem ciśnienie mi skakało, był jednak dobrą osobą. Każdego dnia przychodził, witał się, pytał co u mnie. Średnio co drugi dzień coś się działo i jakoś mu o tym wszystkim opowiadałam. Starałam się przy tym podtrzymać poczucie humoru i sarkazmu, żebym nie wyszła na użalającą się nad sobą nieporadną osobę. Czasem łatwiej powiedzieć o takich rzeczach obcym.

Siedziałam rano przy stoliku w naszym centrum nurkowym. Przeglądałam materiały na kurs, który miałam zacząć prowadzić tego ranka. Paul się do mnie przysiadł. Uśmiechnęłam się i zapytałam jak się czuje i czy dzisiaj z nami nurkuje. Paul popatrzył na mnie, uśmiechnął się lekko i odpowiedział:

„Martyna, ja zawsze się kimś opiekowałem i jestem troskliwą osobą. Doceniam tych, którzy się troszczą o innych, a Ty przez ostatni tydzień bardzo dobrze się mną opiekowałaś. Kilka lat temu wygrałem loterii 1,3 mln dolarów. I tutaj jest coś małego dla Ciebie w podziękowaniu za Twoją pracę.”

Położył przede mną kartonik zawinięty w reklamówkę foliową. Widziałam tylko zarys nazwy marki sprzętu nurkowego. Zanim nawet dotknęłam tego opakowania zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś w zasadzie mi obcy tak docenił moją pracę i pokazał taki gest wdzięczności. Otworzyłam pudełko i kolejny raz nie mogłam uwierzyć. Mogłabym się spodziewać najprostszego, najtańszego komputera nurkowego. Moim oczom ukazał się jednak wypasiony, bardzo dobry komputer nurkowy z najwyższej półki. Znowu zaczęłam płakać, jak bóbr. Nie mogłam opanować łez wzruszenia. Do tej pory jak o tym piszę lub mówią to płaczę a było to ponad 4 miesiące temu.

Dobro wraca. Możemy nie zdawać sobie sprawy jak niektóre nasze, pozornie drobne, zachowania mogą wpływać na innych. Czasami nie zdajemy sobie sprawy z dobroci jaką wokół siebie rozpościeramy. Nie chodzi o to, aby nam się opłacało być dobrym. Bądźmy dobrzy sami z siebie, z głębi serca. To może być pomoc starszej osobie w przejściu przez ruchliwą ulicę, filiżanka kawy dla współpracownika zawalonego pracą, SMS:” Wierzę w Ciebie” do osoby, która zmaga się z jakimś problemem. Dobro ma wiele twarzy. Niech ma również naszą.

You Might Also Like

10 komentarzy

  • Reply eM 15 lipca 2018 at 15:16

    Martyna, właśnie mam taki tydzień, w którym myślę, co zrobiłam takiego złego, że mnie to spotyka. Nie jem albo jem byle co. Wstaje, bo wstać trzeba. Nie użalam się, ale też nie ciesze się i nagle…
    Wyświetla mi się Twój post. Wiem, kim jesteś. Nie śledzę Cię na profilach społecznościowych, a jednak klikam i czytam.
    I wiesz co? Masz rację. Dobro wraca. Czasami do nas. Czasami do naszych bliskich, ale wraca.
    Mimo że mi się nie chcę idę zjeść jakiś porządny obiad i po nim pójdę pobiegać.
    Dziękuję

    • Reply life in 20 kg 28 lipca 2018 at 00:55

      Zdarzyło mi się wcześniej też trafić na post lub artykuł, na który chyba podświadomie czekałam. Wtedy zastanawiam się czy to właśnie wszechświat próbuje nam coś powiedzieć. Mam nadzieje, że Twój tydzień dobrze się skończył i dobro do Ciebie wróciło. Czy obiad był smaczny? 😉

  • Reply Ola Mamcewicz-Choma 16 lipca 2018 at 07:05

    Martyna, karma zawsze wraca – często to mówimy ale słabo wierzymy w te słowa- cudownie ze do Ciebie wróciła w tak fantastyczny sposób!!!!
    Pamiętaj ze dobrzy i pozytywni ludzie tacy jak Ty! Przyciągają dużo fajnych i dobrych ludków! Ahoj😉
    Cudownej pracy na nowym sprzęcie 😀
    Pozdrawiam

  • Reply Dorota 16 lipca 2018 at 07:42

    Popłakałam się…. Bardzo lubię Pani zdjecie i cudowny usmiech, marzę o podróżach i obserwuję wiele osób żyjacych w podróży, w świecie. Ucieszyłam się widząc nowy post. Przesyłam mnóstwo pozytywnej energii i do zobaczenia gdzieś tam

    • Reply life in 20 kg 28 lipca 2018 at 00:57

      Dziękuje Dorota 😃 bardzo mi miło, że takie emocje wzbudził mój post.

  • Reply Joanna Słuszewska 27 lipca 2018 at 22:20

    Hej Mala… nosi Cie po tym swiecie co?:)… zupelnie niechcacy weszlam na Twoja strone. Patrze na zdjecie i tak jakbysmy wczoraj wracaly razem ze szkoly… nie zmienilas sie, poznalabym Cie nawet na koncu tego swiata!:-) caluje Asia :-*

    • Reply life in 20 kg 28 lipca 2018 at 01:00

      Hej Asia! Minęły wieki od kiedy Cię ostatni raz widziałam! Nosi mnie nosi. Twarz ta sam, co prawda trochę zmarszczek się pojawiło 😉Czasem zahaczam o stare kąty. Zatem może następnym razem nadrobimy zaległości? Ściskam Ciebie i całą Twoją rodzine 😃

  • Reply mag 21 sierpnia 2018 at 16:26

    Martyna…spłakałam się…Cieszę się, że wróciłaś do bloga, nie znam zbyt wielu takich miejsc, gdzie jest tak osobiście i tak „normalnie”, tak szczerze i tak miło. Otacza nas plastik, ciuchy, torebki, kosmetyki, a mi się chce życia. Roztaczasz taką aurę niesamowitą…i myślę sobie, że właśnie „nie zdajesz sobie sprawy z dobroci jaką wokół siebie rozpościerasz”. Po informacji na IG, że przygoda na Fidżi dobiegła końca i po tym poście ogarnęło mnie przeogromne uczucie, że potrzebujesz zaopiekowania… 😉 ale widzę też, że jesteś mega silną kobietą i poradzisz sobie. Oby jak najmniej nieprzyjemnych sytuacji, oby karma była dobra! Trzymam za Ciebie kciuki, kibicuję Ci i niecierpliwie czekam na kolejne wieści.

    • Reply life in 20 kg 23 sierpnia 2018 at 09:47

      Dziękuję za miłe słowa i opiekę 😉
      Przygoda na Fidżi dobiegła końca. Czasem się tak zdarza, życie pisze różne scenariusze. Obecnie zaczynam nowy różdżka pod tytułem „Malediwy”. Zapowiada się interesująco jak na razie 😉 ściskam!

    Leave a Reply