Nurkowanie

Co Ty wiesz o … pokonywaniu słabości.

21 grudnia 2015
dahab, nurkowanie w Dahab,

Każdy ma swoje lęki. Każdy z nas czegoś się boi. Ciemności, jazdy samochodem, wysokości, wystąpień publicznych, zabrania głosu podczas rozmowy, wody.

Każdy ma jakieś kompleksy. Wygląd fizyczny nie taki, za duży, za mały, za szeroki, za wąski, nadwaga, brak mięśni, słaby sportowiec, kiepski w bieganiu, marny pływak.
To co z nimi robimy świadczy o tym jakimi jesteśmy ludźmi. Czy poddajemy się temu czy walczymy z tym? Można po prostu stwierdzić „Nigdy nie pokonam lęku przed wystąpieniami publicznymi” albo „Nie nauczę się pływać”. Można też podejść do tego w inny sposób „OK. Wiem, że kiepsko pływam, czy jest coś co mogę zrobić aby pływać lepiej?”.

Zauważyłam u siebie pewna skłonność. Gdy zaczynam coś nowego robić, od razu wskakuję kilka poziomów wyżej. Na przykład kiepsko pływałam przez całe życie. Gdy okazało się, że żeby zrobić mój wymarzony kurs PADI Dive Master muszę znać testy z pływania, ogarnęła mnie panika. Już widziałam jak nie zaliczam tego testu. Dobrze, że mam swoją Laurkę, która nie widzi problemów, ona widzi rozwiązania. Zatem co się robi jak się jest kiepskim pływakiem? A no zapisuje się na basen z instruktorem, który nauczy nas pływać. Nie jest tak, że w ogóle nie umiałam pływać, określiłabym to raczej „unoszę się na wodzie i dopłynę z punktu A do punktu B jeśli nie są one zbyt od siebie oddalone”, ale ilekroć jestem na łodzi, zawsze zakładam kamizelkę ratunkową, to samo w wodzie podczas snorkelingu.

Zatem, gdy już w te wakacje w Tajlandii podjęłam decyzję, że jadę do Dahab robić kurs Dive Master, wiedziałam, że muszę się nauczyć pływać i to dość szybko…tak może w 2 tygodnie? Na lotnisku w Polsce, po 2,5 miesiąca w Tajlandii, wylądowałam w czwartek o 22.30 a w piątek rano byłam już na basenie. Na dzień dobry mój instruktor zapytał się po co w ogóle uczę się pływać, czy przymierzam się do triatlonu czy tylko dla siebie. „Nurkuję. Niedługo zaczynam kolejny kurs i tam są już testy na pływanie. Musze przepłynąć 400 m w mniej niż 13 min”. Zatem się zaczęło. 2 tygodnie, prawie codziennie, jedynie z przerwą na regenerację, jeździłam rowerem na basem i cięłam długości basenu. Brzmi tak łatwo jak się pisze, ale ja naprawdę kiepsko pływałam. Przepłynięcie basenu kraulem było nie lada osiągnięciem. Za każdym razem musiałam się zatrzymać na końcu basenu. Ktoś powie „źle oddychasz”. To żadne odkrycie. Całe życie jakoś tam pływałam. Na uczelni na WF nauczyciel kazał tylko pływać ileś tam długości. Nigdy nawet nie spojrzał czy pływamy poprawnie i czy oddychamy prawidłowo. Zatem te moje przerwy na złapanie oddechu po każdej długości zabierało mi cenne minuty na teście. I znów oczami wyobraźni widziałam jak nie zaliczam testu z pływania podczas kursu nurkowania.

Po 2 tygodniach trenowania, wsiadałam do samolotu i zastanawiałam się co ja w zasadzie robię, przecież nie zdam tego testu więc po co w ogóle jadę. Chociaż gdzieś z tyłu głowy miałam taką myśl „jakoś to będzie”. W Dahab okazało się, że nie tylko test nie będzie odbywał się na basenie a w morzu i to jeszcze w zatoce, gdzie często są fale. Po za tym, gdy przez przypadek napijesz się wody w basenie to czujesz tylko chlor, ale morzu po wypiciu słonej wody chce się wymiotować. Ręce mi opadły. Nie widziałam dla siebie przyszłości w tej dziedzinie. Mój instruktor powiedział tylko: nie musisz zdawać tego testu teraz. Chodź codziennie na plażę i pływaj. Od boi do boi jest jakieś 50 m, czyli w sumie 8 razy musisz przepłynąć ten odcinek. I tak też zrobiłam. Prawie codziennie o 7 rano była na plaży pływać. Po jakimś czasie zauważyłam nawet, że mieszczę się w tych 13 minutach. Wow! Zaczęłam być z siebie dumna. W końcu pływam i to nawet szybko. Nawet się tym pochwaliłam w centrum nurkowym. Po czym od razu zostałam sprowadzona na ziemię, bo okazało się, że odległość między bojami kiedyś może i była 50 m a teraz to jedyne 30! Suuuper…. Bajka po prostu. Przez uraz ucha wewnętrznego (barotraumę), którego nabawiłam się pewnego dnia podczas nurkowania, nie mogłam wchodzić do wody przez kilka dni.

Zaraz po tym mój instruktor mówi: ”Martyna, dziś test z pływania. Nie stresuj się. Dasz radę”. „Jasne….” Myślę sobie, już to widzę. Dołączył do nas jeszcze jeden kursant Dive Master – Stephen, który był ratownikiem wodnym. I teraz ja, pokraczna żaba w wodzie miałam zdawać test z super pływakiem. Czy mogło być jeszcze gorzej? Weszliśmy do wody i mieliśmy przepłynąć z jednego brzegu do drugiego. Start! Płynę, kopie nogami, wymachuje rękami. Ilekroć wynurzam głowę szukam wzrokiem gdzie jest Steve i czy jestem dużo daleko za nim. Udaje mi się go śledzić przez większość czasu. Otwieram oczy w wodzie tylko kilka razy, wiem że płynę nad głęboką wodą, dobrze, że nie widzę dna wyraźnie bo bym jeszcze spanikowała. Płynę dalej. Jestem już blisko brzegu. Widzę, że Steve wyszedł już wody a mi jeszcze trochę zostało. Dopłynęła. Ledwo staję na nogi. Wychodzę z wody. Myślę sobie „Boże, żebym się tylko w tych 12-13 minutach zmieściła”. Dave, mój instruktor, powiedział „Brawo, 7 min i 25 s. To 4 na 5 punktów”. Moja reakcja: „A jesteś pewien, że ta odległość nie była za krótka!?”. Ot tyle wiary we własne siły. Ale rzeczywiście i odległość była prawidłowa i czas dobrze zmierzony.

Z unoszącej się na wodzie pokracznej żaby wyszła ze mnie całkiem dobra pływaczka. Nie porównam się do Otylii Jędrzejczak, ale jak na swoje możliwości wypadłam fenomenalnie. Nie chodzi o to czy teraz jestem w stanie przepłynąć jeszcze raz te 400 metrów albo i więcej. W całej tej mojej historii ważne jest to jaką drogę przeszłam, a raczej przepłynęłam. Przez lata uważałam się za kiepską pływaczkę, unikałam wody, ale nurkowanie mnie wciągnęło. Nie chciałam aby tak banalna rzecz przeszkodziła mi w rozwijaniu się jako nurek. Come on! Skończyłam politechnikę na kierunku, który był mordęgą każdego dnia. Niecierpiałam tych studiów od 2-go roku, ale postanowiłam je skończyć. Udało się. Do pływania podeszłam tak samo. Zawezmę się, czasem będę się zmuszać, ale dam radę. To była swoista podróż, w której nie liczy się cel a przebyta droga. Wiem, że czasem trudno znaleźć ten zapał i motywacje. Ludziom się wydaje, że jak biegałam o 6 rano w Tajlandii lub pływałam o 7 w Egipcie, to to przychodzi tak naturalnie. Po prostu wstaję z łóżka i idę, jakby nie chciało mi się spać, albo jeszcze poleżeć. I po co w ogóle się tak męczyć? Każdy tak ma. Grawitacja każdego łózka rano jest 10-cio krotnie większa, nie tylko innych, ale mojego też. Ja też się pocę biegając lub nie lubię wchodzić do zimnej wody. Ale miarą naszych możliwości jest to jak pokonujemy swoje ograniczenia. Jak to w „Wilki z Wall street” powiedział DiCaprio

„Jedyne co stoi między Tobą, a Twoim celem, to te bzdury, które sobie mówisz, że nie dasz rady.”

Zatem życzę Wam mniej wciskania sobie bzdur do głowy!

You Might Also Like

10 Comments

  • Reply Magda 29 grudnia 2015 at 18:38

    Super post. Jestes wielka w moich oczach I wielu innych czytelnikow. Tak trzymaj. Tez walcze, ze swoimi slabosciami, ograniczeniami. Zawsze kiedy sie nie podaje dochodze do super wynikow.
    Ostatnio przeczytalam ze ludzie oczekuja „wydarzenia”, ze cos sie zmieni. Chca sie obudzic rano I byc szczupli. Ale jak to jest radosc jak podejmujesz decyzje I zmagasz sie I przechodzisz process transformacji, z punktu A do punktu B. Wtedy naprawde sie cenisz I cieszysz tym osciagnieciem.
    Ja wogole nieplywam. Ale juz w tym roku kilka krotnie probowalam podejsc do tematu. Teraz wiem, ze jak wroce do Polski to zapisze sie na plywanie. Najgorsze ze mam trauma. Ale tez przed jazda samochodem mialm ogromna a okzalao sie ze potrafie, jesli tylko przestaje slyszec te negatywne glosy w glowie.

    Gratulacje I tak trzymaj. Mam nadzieje na uslyszec wiecej takich histori.

    • Reply life in 20 kg 30 grudnia 2015 at 17:13

      Dziękuję za miłe słowa 🙂
      To prawda, że zmiana w życiu to droga, którą pokonujemy. Zmiana nie staje się od tak, nagle, w przeciągu nocy. Czasem wymaga ciężkiej pracy a czasem po prostu cierpliwości.
      Życzę powodzenia w pokonywaniu swoich lęków i pływaniu! Z własnego doświadczenia wiem, że się da.
      Historii będzie więcej, bo lęków i ograniczeń ciągle sporo, czasem nawet nie wiem, że jakieś jest dopóki na nie nie natrafią 😉

  • Reply www.WHATANNAWEARS.com 30 grudnia 2015 at 14:25

    Dumna z siostry! Cieszę się,że pokonałaś swoj słabości:) BRAWO!

    • Reply life in 20 kg 30 grudnia 2015 at 17:44

      dzięki sis 🙂 Może kiedyś razem zanurkujemy 🙂

  • Reply Anna Maria Boland 2 stycznia 2016 at 11:25

    Gratuluję! Świetny wynik.
    Moje lęki czasem biorą nade mną górę, ale staram się codziennie z nimi walczyć. Bo przecież to ja sama sobie wmawiam, że czegoś nie potrafię albo się do tego nie nadaję. I właśnie ten głos w głowie jest najtrudniejszy do zwalczenia.

    Takie historie jak ta, dają innym wiarę, że można. Fajnie, że się nimi dzielisz.

  • Reply toubkal 3 lutego 2016 at 13:59

    Świetny post, bardzo motywujący! 🙂

  • Reply Laura 15 lutego 2016 at 18:08

    Piękna historia! Sama też staram się pokonywać własne słabości. Niektóre są łatwe do przezwyciężenia inne trudniejsze ale nie można się poddawać! 🙂

    • Reply life in 20 kg 16 lutego 2016 at 13:11

      O to chodzi w słabościach, żeby było je ciężko pokonywać. Ale za to jaka satysfakcja jak się to juz uda ! 🙂

    Leave a Reply