Fidżi Gruzja Malediwy Meksyk Podróże Praca za granicą

Moja wersja raju na ziemi

29 września 2018

Gdy publikuje zdjęcia z Fidżi czy Malediwów, wiele z Was piszę „Raj na Ziemi”. To wspaniałe miejsce, błogie życie bez zmartwień i problemów.

Po wielu latach w podróży moje pojęcia raju zmieniło się znacznie. Może Was zaskoczy i rozmijać się z Waszymi definicjami, ale obrazuje co dla mnie znaczy życie w beztrosce.

Komunikacja miejska

Raj to takie miejsce, gdzie funkcjonująca komunikacja miejska, z rozkładem autobusów, trasami, biletomatami, kioskami z biletami i kasownikami.

Wiem, gdzie jest najbliższy przystanek autobusowy. Jest na nim rozkład jazdy każdej linii autobusów, ich trasa, czas jaki zajmuje przejazd z miejsca A do miejsca B. Jest biletomat lub kiosk w pobliżu, w którym można kupić bilet. Ewentualnie u kierowcy. Przystanki na drodze są wyraźnie oznaczone. Jak stoisz w autobusie to widzisz, gdzie jedziesz, nawet jak ten autobus jest zapchany w godzinach szczytu.

W Gruzji funkcjonują marszrutki, które są małe i ciasne. Jak nie znajdziesz miejsca siedzącego, to stoisz, ale schylony, bo dach jest tak nisko i po to abyś widział trasę i wiedział, gdzie wysiadasz. Jeśli marszrutka jest zapchana to nie ma szans, że zobaczysz, gdzie jedziesz. Trzeba krzyczeć do kierowcy, gdzie chcesz wysiąść i mieć nadzieję, że usłyszy. Nie ma biletu, podajesz pieniądze do ręki albo kierowcy, jak jesteś blisko, albo przez innego podróżującego. W mieście to trochę loteria, ile zapłacisz za przejazd, bo często stawki się zmieniają. W Meksyku działa to podobnie tylko pojazdy nazywają się colectivo i są trochę większe. Ani w Gruzji, ani w Meksyku nie ma wyznaczonych przystanków. Albo machasz ręką z nadzieją, że się colectivo zatrzyma, albo szukasz większej grupki ludzi stojących na ulicy i masz nadzieję, że oni też polują na transport. Trzeba znać swoją trasę, bo jest ona opisana skrótowo, może 3-4 główne przystanki albo kierunek. Nie sprawdzisz też rozkładu na przystanku, no bo nie ma ani przystanku, ani rozkładu.

W Chinach to wszystko jest, ale oczywiście w krzaczkach. Zatem wkuwasz na pamięć symbole najważniejszych dla Ciebie przystanków.

IMG-1218

Dworzec marshrutek w Gruzji. A przy nim mały targ części do samochodu.

Poczta

W raju sprawnie funkcjonuje poczta. Uszami wyobraźni słyszę, że Poczta Polska to tak i owaka i że przesyłki idą długo albo nie dochodzą w ogóle. Na pewno tak jest, ale w ogólnym zarysie i bilansie poczta w Polsce wychodzi z dużym plusem. Co rozumiem przez sprawnie działającą pocztę:

Jest adres pocztowy nadawcy i odbiorcy. W Tajlandii mój adres brzmiał „Zielony dom w Ban Nam Khem”. W wiosce był tylko jeden duży zielony dom, w którym mieszkali obcokrajowcy. Ale takiego adresu nie da się wpisać jako adres odbiorcy do żadnej przesyłki. Mieliśmy P.O. Box na poczcie w pobliskim mieście.  Tam ambasada przesłała mi karty do głosowania w Euro Wyborach w 2014 roku. Obecnie na Malediwach próbowałam dowiedzieć się jak przesyłane są przesyłki w tym kraju. Niewiele się dowiedziałam. Lokalni mieszkańcy mają jakiś swój system między sobą, znajomy znajomemu. Do stolicy nie mogę niczego przesłać, bo nikt tego tam nie odbierze. Na moją wyspę nie można przesłać przesyłki. Sprawdzam obecnie opcję lokalnej poczty na pobliskiej wyspie. Hotelowy dział HR mówi, że może się udać, ale nie są pewni.

W Gruzji miałam adres domu, ale nikt go nie znał. Przychodziły tylko rachunki za prąd, czyli świstek papieru wsunięty między drzwi. W 2011 odbywały się wybory samorządowe. To był pierwszy rok, kiedy można je było głosować korespondencyjnie. Ponieważ mieszkałam 3 godziny drogi od Tbilisi, zaznaczyłam wygodą dla mnie opcję. Zastanawiałam się jak oni to zorganizują, ale uznałam, że skoro jest taka możliwość to z niej skorzystam. 2 dni później obudził mnie telefon:” Dzień dobry. Tutaj Konsul Generalny RP w Tbilisi czy ja rozmawiam z panią Martyną Skurą? Pani jako jedyna osoba w całej Gruzji zaznaczyła opcję głosowania korespondencyjnego? Pani wie, jak działa poczta w Gruzji? To znaczy nie działa w ogóle. Czy zechciałaby Pani może przyjechać do Ambasady i zagłosować osobiście?”. Tam najpewniejszą metodą przesyłania sobie czegoś między miastami byli kierowcy marszrutek.

W Chinach poczta była całkiem sprawna. Paczka miała iść do 3 miesięcy a doszła w 2 tygodnie. Jednak pocztówki szły 2 lata.

Ciepła woda w kranie

Wyobraź sobie: wracasz z pracy zmęczona, spocona i ogólnie mówiąc nieświeża. Od momentu wyjścia z pracy marzysz o gorącej kąpieli lub prysznicu. Oczami wyobraźni widzisz jak odkręcasz kran a tam leci gorąca woda a Ty się w niej relaksujesz. Gdy wracasz do domu, rzucasz wszystko i idziesz do łazienki wcielić w życie swoje wyobrażenia. Odkręcasz kran a tam ciepła woda…  Brzmi znajomo? Bo dla mnie to nadal w wielu miejscach marzenie a nie rzeczywistość.

W Gruzji w 2011 i 2012 nie było ciepłej wody w kranie zapewnianej przez rząd. Trzeba było mieć bojler. Mieszkając w Kutaisi ciepła woda była tylko w sobotę. W inne dni była zimna. Zatem zimą prysznic był tylko w soboty. Nie było mowy o zimnym prysznicy, jak się żyło w nieogrzewanym mieszkaniu. Czasami znajomi z gruzińskich wsi wpadali do mnie na prysznic, bo oni przez cały rok nie mieli ciepłej wody.

W Tajlandii woda była ciepła tylko wtedy, gdy słońce świeciło na nasz zbiornik wody i ona się w nim zagrzała. A takiej płynącej wody starczyło na 15 sekund pod prysznice, później lała się zimna lub lodowata. Oczywiście każdy powie, że w tropikach woli zimne prysznice. Jednak perspektywa się zmienia, gdy w tych tropikach żyje się przez rok, czasem budzi się i jest po prostu zimno.

Podobnie było na Fidżi. Jak dany ośrodek lub hotel miał panele słoneczne lub generator to ciepła woda była w ograniczonej ilości. Więc uczniowie biegli, kto pierwszy ten lepszy pod prysznic, bo wiedzieli, że dla wszystkich nie starczy.

W Meksyku za mieszkanie w ciepłą wodą płaci się około 100-150 dolarów więcej za miesiąc za wynajem.  Przez 1,5 roku mieszkania w Meksyku ciepłą wodę miałam przez 4 miesiące. Czasem szłam do znajomych do mieszkania wykąpać się u nich w ciepłej wodzie.

IMG-1227

Mieszkając w Chinach nie miałam ogrzewania w mieszkaniu. Ponad 4 jesienno-zimowe miesiące spędziłam w łóżku, bo tam było najcieplej. Wracałam do domu przemarznięta z pracy, gdzie nie było ogrzewania do mieszkania, w którym tez było zimno. Przebierałam się w ciepły dres i sweter, wskakiwałam do łóżka.

IMG-1226

Miałam w mieszkaniu klimatyzację, ale ciepłe powietrze uciekało do góry, zatem aby ogrzać skostniałe dłonie musiałam stać na łóżku przez 10-15 min średnio co godzinę.

Toaleta

Tak zwana „zachodnia”, czyli taka jaką mamy w domu, na której się siada. Nie kuca „na Małysza” czy tzw. turecka. I jasne, że w miejscach publicznych jest bardziej higieniczna, ale nikt sobie takiej w domu na życzenie nie instaluje. Podczas jednej z przeprowadzek w Chinach w hotelu mogłam wybrać pokój jako pierwsza. Sprawdziłam każdy pokój i tylko jeden miał zachodnią toaletę. Mimo, że inne pokoje miały wyższy standard, ja miałam swoje priorytety.

Zachodnia toaleta, do której wrzuca się zużyty papier toaletowy. Nie zatyka się, gdy jest w niej 5 listków papieru toaletowego. Która codziennie cieknie i nie zalewa mieszkania, tak jak było to w Gruzji i Meksyku. Z tym wiąże się kolejny paragraf.

IMG-1224

Brak prądu w Gruzji był na porządku dziennym. Za pierwszym razem szukając świeczek z moim kulejącym gruzińskim, trafiłam do sklepu z dewocjonaliami i wykupiłam cały zapas świec kościelnych.

IMG-1223

Jana (wolontariuszka ze Słowacji) szukająca szczura, grasującego w mojej kuchni, po ciemku przy świetle telefonu.

IMG-1222

Jana gotowa na zabicie szczura w moim mieszkaniu.

Książka telefoniczna

Nie chodzi mi o te przedpotopowe żółte księgi wielkości encyklopedii a jedynie to co reprezentowały. W prazie problemu, chwytasz za telefon i dzwonisz pod wskazany numer. Załatwiasz sprawę i koniec. W obecnych czasach te funkcję pełni internet. Nie chcę jednak pisać tutaj o tym, że social media są dla mnie ważne, FB, Instagram, Whatsapp itp. To jest niebywały plus istnienia internetu, ale chodzi mi o rozwiazywanie przyziemnych codziennych problemów. Np.:

Wywaliło mi rury w mieszkaniu w Gruzji. Powódź w mieszkaniu oraz Powodzi część dalsza opisują sytuację z tamtych czasów. Dzwonię po hydraulika, on przyjeżdża, naprawia, płacę i koniec. Taki byłby raj. W Gruzji jednak był to koszmar przez kilka tygodni. Tam trzeba było kogoś znać. Skąd ja jako obca osoba, nie mówiąca jeszcze lokalnym językiem, a tym bardziej władająca słownictwem z zakresu hydrauliki, wiedziałabym do kogo zadzwonić?

Mam problem z rooterem i nie mam internetu w domu w Tajlandii. Czy może ktoś przyjechać i to naprawić? Zajęło to 4 tygodnie, aby ktoś z miasta oddalonego o 30 min od naszej wioski przyjechał i to naprawił. Innym razem spóźniliśmy się z zapłatą za rachunek o 1-2 dni. Internetu nie było 3 miesiące.

W Chinach Internet był bardzo sprawny, ale ocenzurowany. W 2012-2013 nie było dostępu do Facebooka, Twittera, WordPressa, YouTuba i kilku innych. Obecnie Instagram i Tinder też są zablokowane. Aspekt cenzury władz komunistycznych to jedna a pieniądze to drugie, bo Chiny mają odpowiednik każdej z tych aplikacji. (link)

W Meksyku byłoby mi znacznie łatwiej, gdybym znała hiszpański. Jednak na początku swojego pobytu dopiero się go uczyłam, a to początek jest najważniejszy i najwięcej pomocy potrzebujemy. W poszukiwaniu roweru musiałam obejść pół miasta, bo nie było sklepów rowerowych z numerem telefonu i osobą mówiącą po angielsku.

Na mojej malediwskiej wyspie Internet jest w ciągu dnia, bo wtedy każdy pracuje. Jednak o godzinie 18:00, gdy wszyscy kończą pracę, Internet przeżywa obciążenie i wszystko jest tak wolne jakby je napędzała energii produkowana prze chomika biegającego w kołowrotku.

Doceniajmy

Czasami nie zdajemy sobie sprawy jak uprzywilejowani jesteśmy i na jakim wysokim standardzie życia żyjemy. Ilekroć wracam do Polski, nie mogę się nadziwić na jakie rzeczy ludzie narzekają. Po powrocie z Gruzji usłyszałam w jakimś trójmiejskim radiu, że w Gdyni nie będzie ciepłej wody w godzinach od 11 do 15. No i ….?? Przyzwyczajona do braku ciepłej wody lub braku wody w ogóle, nie mogłam pojąc jaką mogłoby być tragedią i ważna informacją, że nie będzie wody przez 4 godziny, w godzinach pracy, więc i tak nikogo w domu nie ma. No zdarza się. Nie odcinają Ci przecież wody na tydzień.

Wypowiedzenie umowy?

Życie w takim raju z pocztówek i katalogów turystycznych, uczy zaradności i kreatywności w rozwiązywaniu problemów. Dużo więcej wiem teraz o hydraulice niż wiedziałam 7 lat temu. Brak Internetu przez tydzień lub kilka tygodni nie jest końcem świata. Jak się wali i pali to zawsze znajdzie się sposób, aby skontaktować się z rodziną. A gdy nie ma Internetu to bardziej skupiamy się na tu i teraz i cieszymy się pobytem w nowym miejscu. W bilansie plusów i minusów, akceptuje wszystkie warunki umowy mojego obecnego trybu życia. Nie myślę jeszcze o wypowiedzeniu tej umowy.

 

 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply